niedziela, 2 czerwca 2024

16 - Próbki

 

Rozdział 16

Próbki

 

Przez te wszystkie lata w Fortnum zmieniło się wszystko.

Pod boczną ścianą, gdzie dawniej stały stoły i krzesła z grami, stał bar espresso.

Wokół stały nowe, ale wciąż zniszczone i wygodne kanapy i fotele, a z przodu kilka stołów i krzeseł.

A klientów było o wiele więcej niż dawniej i chociaż było tam trochę dzieciaków w wieku licealnym, nie stanowili już większości.

Ale pole książek rozciągało się do tyłu, tak jak dawniej, a zapach stęchlizny, który tak dobrze pamiętałam, zmieszany z kawą, wypełnił powietrze, napawając mnie nostalgią.

Dobrym rodzajem.

Szczęśliwym rodzajem.

Cudownym rodzajem.

Jednakże w części wypoczynkowej przed dużym oknem z płaskiego szkła mogła siedzieć tylko każda piękna biała kobieta w obszarze metra Denver.

I jeśli mnie wzrok nie mylił, była wśród nich Dolly Parton, podróżująca w czasie, lub znacznie młodsza sobowtórka, z ogromną czupryną platynowoblond włosów, których nawet nie można było objąć szeroką różową opaską Alice. Miała na sobie różowy koronkowy gorset, który odsłaniał tak duży dekolt, że wszystkie sekty fundamentalnych kościołów chrześcijańskich miały ją na swoich listach obserwacyjnych. Na tym wisiała dżinsowa marynarka z klapami ozdobionymi diamentowymi nitami. Na dole miała obcisłe, szarawe, sprane dżinsy, a łydki i stopy miała w różowych niczym guma balonowa, lakierowanych butach na platformie.

Wyglądała, jakby miała zamiar podskoczyć i zacząć śpiewać „Two Doors Down”.

Było jej bardzo dużo.

A ja od razu chciałam zostać jej najlepszą przyjaciółką.

Ale było coś więcej.

Mężczyzna za ladą espresso miał bardzo długą rdzawą brodę, dziką brodę z siwiejących blond włosów i aurę seryjnego mordercy. Miał na sobie flanelową koszulę i wyglądał jak rozzłoszczony Grizzly Adams.

Nie byłam pewna, czy chciałabym być jego najlepszą przyjaciółką, ale wyglądał interesująco.

Duke’a, niestety, nie było nigdzie w zasięgu wzroku.

Indy czołgała się do nas, ale to facet za ladą espresso zagrzmiał - VIP! VIP! - Odwrócił się do blondynki stojącej obok niego za ladą i krzyknął - Pianka, kobieto! Spieniaj! Ona tu jest!

- Spieniam, Tex, spieniam – powiedziała kobieta z uśmiechem tak olśniewającym, że przez chwilę osłupiałam, ale ona to robiła, spieniając mleko.

I wtedy pojawiła się Indy - To Tex. Jest głośny. Jest wkurzający. Jest też słodki i robi świetną kawę. I w ten sposób chciał powiedzieć, że jest szczęśliwy, że cię poznał.

- Czy też dostanę pianę, mój człowieku? – zawołała do niego Toni.

– Kim jesteś? – zagrzmiał mężczyzna imieniem Tex.

Pochyliła głowę w moją stronę – Jestem jej najlepszą suką.

- Więc, kurwa, tak! – krzyknął Tex, a ja poczułam, jak moje oczy się rozszerzają, słysząc jego krzyki w miejscu pracy, gdzie kobiety siedziały z przodu, najwyraźniej była to załoga Indy, a nie były jedynymi osobami w tym miejscu.

Jednak, co dziwne, nie wyglądało na to, żeby to słyszeli lub byli stałymi bywalcami i nie było to nic nowego.

- Posadź dupę – rozkazał Tex po kolejnym walnięciu – Obstawiam cię.

Wtedy, nie było jak inaczej tego ująć, wydawało się, że zaatakował ekspres do kawy.

Indy wzięła mnie za rękę i rozpoczęła nam wszystkich przedstawiać.

W pewnym sensie rozpoznałam ich z czasu, gdy Liam i ja spędziliśmy chwilę w szpitalu, ale z oczywistych powodów nie mogłam powiedzieć, że zwracałam wtedy na nie dużą uwagę.

Prawdę mówiąc, nie mogłam, bo nie zauważyłam tam Texa ani sobowtóra Dolly Parton, a nawet biorąc pod uwagę sytuację z Dariusem, zapamiętałabym ich.

Najpierw była Roxie, która była żoną Hanka, starszego brata Lee i Ally. Potem Jules, która była żoną Vance’a, kolejnego mężczyzny Lee, kobietą, z którą Darius rozmawiał o Liamie. I Ava, która była żoną faceta o imieniu Luke’a, również jednego z ludzi Lee. Sadie, dziewczyna o wyglądzie bajkowej księżniczki, która była żoną młodszego brata Eddiego, Hectora (który również pracował dla Lee). Stella była w pewnym sensie sławna. Słyszałam o niej, zanim trafiła do gazet ze swoją historią z jej facetem. Była wokalistką w popularnym lokalnym zespole rockowym. Jej mężczyzna był kolejnym członkiem zespołu Lee i miał na imię Mace. Potem była Jet, która wyszła zza kontuaru.

Była żoną Eddiego.

Ally też tam była.

A sobowtórka Dolly Parton miała na imię Daisy. Dowiedziałam się, że pracowała z Ally, a kiedy ją przedstawiono, powiedziała - Z pewnością cieszę się, że cię poznałam, cukiereczku. Najwyższa pora. Witamy w plemieniu – po czym wybuchła cudownym śmiechem. Brzmiał on jak dzwonienie dzwonków.

Ostatnią dwójką była hipiska o imieniu Annette, która przywitała mnie „Yo, suko!” i dowiedziałam się, co nie było zaskoczeniem, że była właścicielką sklepu z ziołami na tej samej ulicy.

I Shirleen, która przyglądała mi się uważnie i trzymała się, jakby czuła się niekomfortowo.

Wiedziałam dlaczego.

Darius nie opowiedział mi jeszcze całej historii, ale wiedziałam, że obwiniała się za to, że jej siostrzeniec został wciągnięty w świat, do którego nie należał.

Po prostu nie czuła urazy.

Więc stanęłam przed nią, gromada oczu Rockowych Lasek skupiła się na mnie i powiedziałam cicho - No dalej, ciociu Shirleen. Minęło mnóstwo czasu. Żadnego przytulania?

Pochwyciła moje spojrzenie i ulga przepełniła jej wzrok, tuż przed tym, jak zerwała się z fotela i mnie uściskała.

Dobrze to pamiętałam.

Jej uściski były najlepsze.

- Przestań się przytulać. Usiądź tyłku. Wypij - Tex był blisko, a jego grzmot był jeszcze bliżej, więc puściłam Shirleen, ale upewniłam się, że posłałam jej uśmiech, zanim Toni i ja zostałyśmy potrącone i popchnięte do siedzenia obok siebie na kanapie.

Jet zajęła podłokietnik kanapy przy mnie, Indy wcisnęła się obok Toni, a Jules usiadła na drugim podłokietniku. Roxie i Ava rozsiadły się na dwóch fotelach naprzeciwko nas, a Daisy siedziała na poręczy fotela Avy. Shirleen siedziała w jednym na końcu kanapy, Sadie w drugim. Annette siedziała ze skrzyżowanymi nogami na blacie stołu pomiędzy Jules i Sadie, a Stella siedziała okrakiem na odwróconym krześle, które odsunęła od stołu, robiąc to między Sadie i Roxie. Ally robiła to samo między Roxie i Avą.

Cały gang tam był.

W dłoni wepchnięto mi kubek z pianką.

- Nie wiem, co lubisz, więc wrzuciłem do tego wszystko, co dobre – zagrzmiał Tex - Wanilia, cynamon i nuta migdałów. Powiedz mi co myślisz.

Spróbowałam to.

Moje oczy wywróciły się na tył głowy.

Wcisnął kubek także w dłonie Toni i wiedziałam, że wypiła łyk, kiedy szepnęła z szacunkiem - Skurwysynu.

- Przyjmę to jako aprobatę – oświadczył Tex, po czym klasnął w dłonie, a dźwięk był tak głośny, że podskoczyłam, prawie rozlewając kawę i piankę na dłoń. Następnie potarł je o siebie, mówiąc - No dobrze. O czym mówimy? Muszę odkurzyć granaty? Bomby dymne? Albo wygrzebać moje kastety?

Powoli odwróciłam głowę w stronę Toni i odkryłam, że ona już odwróciła się do mnie, a byłam całkiem pewna, że miałyśmy identyczne wyrazy twarzy: zaskoczenie/zdezorientowanie/przerażenie.

- Nigdy nie potrzebowaliśmy kastetów, wujku Tex - wtrąciła Roxie.

– To nie znaczy, że nie powinnaś ich mieć – odpowiedziała Daisy swoim uroczym akcentem country, przyglądając się zabójczo zakończonym paznokciom, ozdobionym tak wieloma kryształkami, że ledwo spod nich było widać perłowo-różowy lakier – Ja kupiłam taki kilka lat temu. Między Jules i Avą. A może to były Roxie i Jules? Nieważne. Różowy lakier. Są urocze.

Urocze kastety?

Miałam wrażenie, że była to część wyluzowania-spędzenia czasu z kawą i dziewczynami przed atakiem dużej imprezy, aby się poznać przejścia do życia, którego do tej pory nie dzieliłam z Dariusem.

Jakim cudem mówiliśmy o kastetach?

Zadzwonił dzwonek nad drzwiami i spojrzałam w tamtą stronę i zobaczyłam wysokiego, szczupłego białego mężczyznę z brązową fryzurą na jeża i wchodzącego z niższym, przystojnym Latynosem.

Wyższy mężczyzna trzymał na zgiętym przedramieniu coś, co wyglądało jak album z wycinkami, przy piersi.

- Odpadam – zagrzmiał Tex i natychmiast odszedł.

Nawet jeśli ten człowiek wydawał się szalony, powinnam była przyjąć to jako ostrzeżenie.

Niestety, nie zrobiłem tego.

Facet z fryzurą na jeża wszedł prosto do części wypoczynkowej, z głośnym śmiechem rzucił album z wycinkami na stolik do kawy, po czym uniósł ręce, układając palce wskazujące i kciuki w kształt litery L, tak aby koniuszki kciuków i palców wskazujących stykały się, tworząc ramę, przez którą zmrużył oczy.

Na mnie.

– Hmmm… – wymamrotała Toni.

Była to dokładnie moja myśl.

Opuścił ręce i ogłosił to wszystkim zgromadzonym – Nie mogę. Nie znam jej, ale to niemożliwe. Każdy kolor wygląda dobrze na czarnej skórze. Nigdy nie będę w stanie wybrać.

Nie do końca bym się zgodziła. Kolor, który nazywali „cielistym”, nie do końca się sprawdzał.

Toni i ja wymieniłyśmy kolejne spojrzenia.

- To Tod – oznajmiła Jules – I jego partner Stevie. Tod to oficjalnie nieoficjalny organizator ślubu Rockowych Lasek.

Zakrztusiłam się, a nawet nie piłam kawy.

Darius i ja nawet oficjalnie nie mieszkaliśmy razem.

Byliśmy ze sobą trzeci dzień.

Tak, kochałam go, a on kochał mnie. Tak, robiliśmy to. Tak, mieliśmy wspólnego syna, któremu oboje byliśmy oddani.

Ale biorąc pod uwagę to wszystko, co wydarzyło się wcześniej i było to tak ciężkie, nawet nie pomyślałam o tym, żebyśmy się pobrali.

Nigdy nie pozwalałam sobie wybiegać tak daleko marzeniami w przyszłość.

Coś w okolicach mojego serca się przesunęło i nie było to złe.

Nie.

Było bardzo, bardzo dobre.

- Mam to! - Tod krzyknął gwałtownie - Ametyst!

- Mój człowieku  – wtrąciła się Toni - Moje druhny nosiły bakłażany.

- Aprobuję – powiedział jej Tod, po czym zapytał - Kim jesteś?

Toni wskazała na mnie kciukiem – Toni, jej najlepsza suka. I jako taka była moją główną druhną.

- To też aprobuję, bo widać, że masz dobry gust – odpowiedział Tod.

- No cóż, dzięki – powiedziała Toni – Ale widzisz, ona ma oprawione zdjęcie z naszym ślubem. Na pewno będzie mieć oprawione zdjęcia ze swojego ślubu. A bakłażan i ametyst zderzają się. Nie będzie mogła umieścić tych zdjęć blisko siebie, a wszyscy wiedzą, że najlepsze suki umieszczają zdjęcia ślubne blisko siebie w swoich pokojach rodzinnych.

Tod położył palec na policzku i oparł brodę na pięści, szepcząc - To prawda.

Odwróciłam głowę i spojrzałam na Toni, jakby zrobiła to, co najwyraźniej zrobiła.

Straciła swój cholerny rozum.

- Co miałaś na sobie? - Tod zapytał Toni.

- Kość słoniowa. Opadające z ramion. Zajebiście pomarszczona na brzuchu – odpowiedziała.

– Strukturalna falbanka na biodrach? – nacisnął.

– Się wie.

– De la Renta?

– To też.

- Saks?

- Tak.

- Świetny wybór.

Straciłam Toni, więc zwróciłam się do Jet – Co się dzieje?

Uśmiechnęła się swoim olśniewającym uśmiechem i nalegała - Nie walcz z tym. Tod jest szalony, ale jest w tym naprawdę dobry. Nie zrobi ani jednej rzeczy, której nie zachcesz. I przysięgam na Boga, on daje z siebie wszystko, więc wszystko, co musisz zrobić, to pokazać się, uczesać się, zrobić sobie twarz, założyć sukienkę, napić się szampana, wyjść za swojego faceta i być szczęśliwą. Jest cudotwórcą.

- Ale Darius i ja nie jesteśmy zaręczeni – zauważyłam.

- Przepraszam – zawołał mnie Tod.

Spojrzałam na niego.

- To było ile? Trzy lata? Nawet nie. Maksymalnie dwa i pół – powiedział, po czym wskazał na Indy - Zamężna i w ciąży - Wskazał na Jules - Zamężna i ma dziecko - Jego palec przesuwał się pomiędzy Roxie i Avą – Mężatka. Mężatka - Potem do Sadie - Zaręczona - Potem kolejny ruch pomiędzy Stellą i Ally - Zajęte - Potem Jet - Ślub, nowe dziecko.

Spojrzał na mnie - Jakieś pytania?

– Jasna cholera – szepnęłam.

- Tak, zapnij pasy, siostro. Gorąca Drużyna nie pierdoli się. Comprende? - zadeklarowała Daisy.

- Gorąca Drużyna? - Zapytałam.

- Lee, Eddie, Vance, Hank, Luke, Hector, Mace, Ren i Darius – wyjaśniła - Gorąca Drużyna.

O rany.

Ale całkowicie widziałam to.

I byłam ja, pakująca swoje cholerne torby, dokupująca więcej kosmetyków i w zasadzie wprowadzająca się przed trzecim dniem.

– Jasna cholera – powtórzyłam.

Tod machnął rękami nad głową - Nie mogę tak pracować. Muszę znać sezon. Co to będzie? Wiosna? Lato? Zima? Jesień? Nie postrzegam cię jako jesiennej. Może lato. Więc? Co to będzie? – zażądał ode mnie.

- Nie jestem pewna, o czym mówisz - przyznałam.

- O sezonie, w którym zamierzasz wyjść za mąż - wyjaśnił.

- Powtarzam, nie jestem zaręczona.

- Zostaw to mnie, mój człowieku - powiedziała mu Toni - Dam ci to, czego potrzebujesz. Daj mi dzień lub dwa.

Co?

- Jesteś wolna we wtorek? – Tod zapytał Toni.

- Mogę być – odparła Toni.

- Martini w Cruise Room. Stevie i mój poczęstunek. Zdobądź sezon. I przemyślenia na temat miejsca. Oraz motyw. Przyniosę próbki.

- Masz to, bracie – powiedziała, szczękając zębami, mrużąc oko i wskazując na niego.

Tod chwycił album z wycinkami i zwrócił się do swojego partnera. - Chodź Słonko. Musimy iść po próbki.

I po tych słowach wypłynął, a dzwonek oznajmił jego wyjście.

- Cześć, dziewczyny – zawołał Stevie z uśmiechem, wyraźnie przyzwyczajony do tego szaleństwa.

- Miło jest nie całkiem poznać was, Malia i Toni – dokończył, idąc za nim.

Dzwonek zadzwonił ponownie i Steviego już nie było.

- Wypij kawę – poradziła Stella - To pomaga.

Upiłam łyk kawy, myśląc, że po tym wszystkim się myliła.

Po łyku zdałam sobie sprawę, że miała rację.

Mimo to, kiedy opuściłam kubek, zapytałam - Czy mężczyzna, którego nie znam, planuje mój ślub z mężczyzną, z którym jeszcze nie jestem zaręczona?

Na to, z jakiegoś dziwnego powodu, Annette odrzuciła głowę do tyłu, zahukała do sufitu, po czym opuściła brodę i spojrzała na mnie. - To jest czadowe! Minęło kopę lat. Za długo. To będzie niesamowite.

– To tylko pięć miesięcy – zauważyła Ava.

- Za długo. Boże, mam nadzieję, że będzie kolejny pościg samochodowy – powiedziała Annette i znów na mnie spojrzała. – Myślisz, że będzie pościg samochodowy?

- Hm, mam nadzieję, że nie – odpowiedziałam.

- Snajperzy? - zapytała.

O mój Boże!

– Panie, nie – powiedziałam.

- Cóż, mam nadzieję, że dom Dariusa nie zostanie zbombardowany. Nie brałam udziału, ale słyszałam o tej piwnicy z winami i szkoda, że to poszło na marne – podzieliła się.

Dobry panie.

Niestety, Annette nie skończyła.

– Przynajmniej wygrałam za ciebie pięćset dolarów. Dziękuję za to. Nie znałam cię, ale pomyślałam, że wszystko osiągnęło punkt kulminacyjny, gdy koleś leżał w szpitalnym łóżku. Musiałaś pozwolić mu się zagoić, zanim zaczęłaś Seks-a-ton Rockowej Laski. I miałam rację.

Zaniemówiłam.

Annette nadal mówiła - Musisz dać mi coś do dodania do trasy wycieczki. Potrzebujemy świeżej krwi.

Skupiłam swoją uwagę na Ally - Możesz wyjaśnić, co się dzieje?

Ally walczyła z uśmiechem - Po pierwsze, nie obrażaj się, wszystkie przez to przechodziłyśmy, poczynając od Avy. Ale obstawiamy zakłady, kiedy Gorąca Drużyna zmęczy siostrę i Rockowa Laska zacznie dostawać swoje przyjemności.

Usłyszałam chichot Toni.

Byłam pewna, że uznam to za zabawne.

Pewnego dnia.

- Po drugie, kiedy książki zaczęły się ukazywać, Annette zaczęła organizować wycieczki Trasą Rockowych Lasek, zabierając fanów do wszystkich miejsc, w których wszystko się działo – kontynuowała Ally.

- Sery i wino z rezerwy w piwniczce na zapasy będą dobrym miejscem na zakończenie wycieczki – zauważyła Annette.

Przez nanosekundę zastanawiałam się, co ja bym czuła w obecności fanów Rockowych Lasek w domu Dariusa.

Następnie przez mniej niż nanosekundę zastanawiałam się, jak czułby się z tym Darius.

Wtedy powiedziałam - To się nie stanie.

Annette spojrzała na Daisy i powiedziała - Warto było spróbować.

Daisy roześmiała się swoim dzwoneczkowym śmiechem.

- Na koniec – kontynuowała Ally - zaprosiłam cię, abyśmy porozmawiały o tym, co ty i Toni robiłyście w tym biurowcu.

– Och – wymamrotałam. Potem rozejrzałam się i powiedziałam - W pewnym sensie nie mogę o tym rozmawiać w towarzystwie. To jest klient. Zależy mi na poufności.

- Masz dolara? Albo ćwiartkę, ćwiartka by wystarczyła – wtrąciła Daisy.

– Mam jednego – powiedziała Toni, grzebiąc w torebce.

Wyłowiła go, a Daisy pokazała nam widok z lotu ptaka na swój dekolt, kiedy pochyliła się do przodu i wzięła go, i muszę przyznać, że moje oczy zaczęły piec.

Wetknęła banknot w dekolt i powiedziała – Racja. Właśnie zatrudniłaś Rock Chick Investigations. I my też mamy zasadę poufności. Kontynuuj.

- Okej, ale… - Przesunęłam wzrokiem po załodze.

- Słyszę cię – powiedziała Daisy - A Ava jest naszą projektantką graficzną. Roxie jest naszą koordynatorką strony internetowej. Resztę możesz uznać za współpracowników.

- W porządku – wtrąciła się Ally - Nikt nie powie ani słowa. Szczerze. Strzelaj.

Spojrzałam na Toni.

Skinęła głową na zachętę.

Wróciłam do Ally - No dobrze, więc miałam tą teczkę na biurku. Tyle że kiedy ją otworzyłam, nie było w nim nic poza kartką samoprzylepną z napisem „Remostros Engineering” i adresem, pod którym się znaleźliśmy.

- Puste biura? – zapytała Ally.

- Co? - zapytałam w odpowiedzi.

- Przeprowadziłam wstępne sprawdzenie. Na tym piętrze, na którym byłaś, znajdowały się cztery biura. Trzy zajęte. Jedno firmy księgowej. Jedno przez organizację przetwarzającą dane. Ostatnie, architekt. Jedyny inny apartament, ten za rogiem, za którym się czaiłyście, był pusty.

Ponownie Toni i ja wymieniłyśmy spojrzenia, zanim wróciłam do Ally.

- Tam powinna być firma inżynieryjna.

- No cóż, nie jest. Weszłam. Nic tam nie ma. Nawet biurka. Ale jest ogłoszenie wynajmu na komercyjnej stronie i stoi puste od dwunastu miesięcy.

– Ojej – szepnęła Toni.

Moja skóra zaczęła dziwnie się zachowywać.

- To wszystko, dziecko? - Shirleen przemówiła po raz pierwszy, uważnie mi się przyglądając - Pusta teczka?

Pokręciłam na nią głową - Nie. Nie wiedziałam, co się dzieje, więc wpisałam numer z zakładki do naszego systemu, myśląc, że może dokumenty się zapodziały. To był numer akt sprawy. I okazało się, że dostęp jest zamknięty. Komunikat mówił, że muszę poprosić administratora sieci o dostęp. Nigdy wcześniej się z tym nie spotkałam. Mamy trzech partnerów z nazwy, czterech starszych partnerów, sześciu młodszych partnerów i czterech współpracowników. Pracuję dla nich wszystkich. Mam dostęp do wszystkiego, bo tego potrzebuję.

- Okej, zaczynamy być coraz bardziej świadomi – powiedziała Ally - Co jeszcze?

- Poprosiłam administratora sieci o dostęp – powiedziałam jej - A on zachowywał się dziwnie i powiedział, że tylko Jeffrey, jeden z wymienionych partnerów, ma dostęp do tych plików.

– I niech zgadnę, zaciekawiło cię to, ale to nie koniec – wydedukowała Ally.

Skinęłam głową - Zwłaszcza, że był to partner na papierze. Nie wykonują żadnej ciężkiej pracy. Przekazują to do grupy asystentów prawnych. Albo współpracowników. Więc sprawdziłam Remostros Engineering. I to istnieje, ale nie jestem księgową zajmującym się kryminalistyką, ale z tego, co wiem, jest to firma fasadowa.

– Cóż, cholera – szepnęła Daisy.

- A ta jest własnością czegoś, co wydaje się być kolejną firmą fasadową, która jest własnością innej, która jest własnością jeszcze innej, a ta ostatnia jest własnością małej spółki LLC z tylko jednym dyrektorem – kontynuowałam.

- Tym Jeffreyem – podsumowała Ally.

Ponownie skinęłam głową.

Odwróciła się do Daisy - Wymuszenia?

Daisy wzruszyła ramionami - Może - Poświęciła mi swoją uwagę – Ten Jeffrey ma żonę?

O mój Boże.

Dlaczego o tym nie pomyślałam?

- Biurowe plotki mówią, że pieprzy się z jedną z młodszych partnerek – powiedziałam.

– Tak – stwierdziła Daisy - Ukrywanie aktywów. Zeskrobuje żonę dla pobocznego kawałka.

Całkowicie tak robił.

- Po rozmowie z administratorem naszej sieci Jeffrey wezwał mnie do swojego biura – powiedziałam - Poprosił mnie o przyniesienie akt, tych, w których nic nie było. Zwykle jest bardzo profesjonalny. Przyjazny, ale w typie zgrany-zespół, choć praca-jest-pracą i jest typem faceta, który pracuje-aż-nie-wykona-swojej-pracy. Z wyjątkiem tego, że kiedy przyniosłam akta, był bardzo towarzyski, w kleisty sposób, który sprawiał wrażenie brudnego, mówiąc mi, że transakcja z Remostros jest wysoce poufna, że to ważni klienci, co oznacza mnóstwo płatnych godzin, a firma obiecała im indywidualną uwagę.

- A ty tego nie kupiłaś – dodała Ally.

- Wtedy zaczęłam kopać głębiej. Ale moje złe przeczucia zostały potwierdzone, gdy rozkazał mi stanowczo, abym z nikim o tym nie rozmawiała. Z kimkolwiek. Nawet pozostałymi partnerami.

- Cóż, przestań kopać – rozkazała Ally – Zajmę się tym Brody’ego, żebyśmy mogli się upewnić, że nie chodzi o wymuszenia, a twoja firma nie będzie zagrożona przez to, co on robi. Ale jeśli przygotowuje się do wypieprzenia swojej żony, musisz podjąć decyzję. Chodzi o to, by zdecydować, czy ona w jakiś sposób ma dowiedzieć się anonimowo, że on ją oszukuje, jednocześnie ją wrabiając, żeby ją wychujać?

- To byłby mój głos – powiedziała Ava.

– Mój też – wtrąciła Sadie.

– I mój – dodała Roxie.

- Malia, robiłaś te badania na komputerze w pracy? – zapytała mnie Shirleen.

Więcej kręcenia moją głową - Nie. Zrobiłam to w domu.

Skinęła głową raz – Mądra dziewczyna.

Uśmiechnęłam się do niej.

- Myślę, że wszyscy wiemy, jak głosują wszyscy, ale musi to wyjść od ciebie – powiedziała mi Ally – Jeśli to on zacznie wypieprzać swoją żonę, chcesz, żeby ona o tym wiedziała?

Pomyślałam o Jeffreyu.

Tak naprawdę go nie znałam. Podwładni nie kolegowali się z partnerami, ale on był jeszcze bardziej odsunięty.

Chociaż wiedziałam, że miał około pięćdziesiątki, on i jego żona mieli trójkę dzieci, wszystkie studiujące. Sami byli małżeństwem od czasów college’u. Młodsza partnerka, z którą prawdopodobnie sypiał, miała około trzydziestu lat, była mądra, piękna i była rekinem. A żona Jeffreya planowała wszystkie nasze imprezy w biurze.

Była idealną żoną prawnika. Nie pracowała, z wyjątkiem uciążliwych zajęć polegających na zapewnieniu sprawnego funkcjonowania jego życia i rodziny, aby on mógł wyrobić sobie markę, więc odchylała się do tyłu, aby on mógł dobrze wyglądać w oczach kolegów, personelu i klientów.

Jej też właściwie nie znałam.

Po prostu wiedziałam, że nie zasługiwała na to, żeby ją ośmieszać, gdy jej mąż wiódł wystawne życie z kolejną młodą istotą.

- Tak – odpowiedziałam - Zdecydowanie.

Ally podniosła się z fotela, mamrocząc - Robimy to.

Odeszła, przykładając telefon do ucha, teraz całkiem poważna.

Wow.

Była niezłą twardzielką.

– To do niczego nie doprowadzi. – odezwała się zawiedziona Annette - Nawet jak temu Jeffreyowi wpadnie do głowy, żeby cię porwać albo zbombardować samochód, gdy raz spojrzy na Dariusa, to podkuli ogon między nogi i przeniesie siebie i swoją kumpelę do pieprzenia do Panamy.

- Krzyżyk na drogę, mówię - mruknęła Jet.

Wtedy właśnie dostrzegłam ruch po drugiej stronie alejki, przy wejściu między półki.

Duke.

Poczułam ciepło na sercu, usta ułożyły się w słowo: „Przepraszam”, odstawiłam kubek z kawą i wstałam.

Odwrócił się i zniknął w cieniu regałów.

Weszłam za nim.

Ale on zniknął.

Tyle że nie zrobił tego.

Regały dzieliły się na trzy sekcje, środkowa zawierała stoły z kartonami po mleku wypełnionymi winylem.

Na skraju tego najbliżej przejścia stał album w plastikowej oprawie.

Bridge over Troubled Waters[1].

Na nim naklejono notatkę.

Wzięłam album i przeczytałam notatkę.

Mój bokserze,

Wiem, że Darius ma gramofon.

Dobrze się spisałaś.

Dumny z ciebie.

Duke

Zamknęłam oczy, żeby zwalczyć w nich kłucie i przytuliłam album do piersi.

Kiedy już się pozbierałam, wciąż ściskając album, wróciłam do swojej kawy.

I moich przyjaciół.

Starych.

I nowych.

*****

Minęło kilka godzin i kilka kaw później, miałam nadzieję, że będziemy mieć wystarczająco dużo czasu, aby kupić wieszaki i nowy strój dla Dariusa, zanim będziemy musieli wrócić do domu i przygotować się na imprezę, kiedy Toni i ja szliśmy do mojego samochodu.

Zanim jednak otworzyłam drzwi, ona nagle znalazła się w mojej przestrzeni.

Zaskoczona odwróciłam się do niej.

Jej ramiona zamknęły się wokół mnie.

Uściski Shirleen były najlepsze, naprawdę.

Ale te Toni zapewniały im konkurencję, częściowo dlatego, że włożyła w nie wszystko, a głównie dlatego, że była wybredna w ich rozdawaniu i nie przychodziły często.

- Jestem szczęśliwa, że to masz – szepnęła mi do ucha i tak szybko, jak zaczął się uścisk, tak szybko się skończył, a ona poszła na stronę pasażera.

Znowu musiałam walczyć z ukłuciem łez, ale wychodziło mi to nieźle.

W każdym razie miałam wieszaki do kupienia i strój do wyboru dla mojego mężczyzny oraz imprezę, na którą musiałam się przygotować.

Nie było czasu na łzy.


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz