Próbki
Przez
te wszystkie lata w Fortnum
zmieniło się wszystko.
Pod boczną ścianą, gdzie dawniej stały
stoły i krzesła z grami, stał bar espresso.
Wokół stały nowe, ale wciąż zniszczone
i wygodne kanapy i fotele, a z przodu kilka stołów i krzeseł.
A klientów było o wiele więcej niż
dawniej i chociaż było tam trochę dzieciaków w wieku licealnym, nie stanowili
już większości.
Ale pole książek rozciągało się do
tyłu, tak jak dawniej, a zapach stęchlizny, który tak dobrze pamiętałam,
zmieszany z kawą, wypełnił powietrze, napawając mnie nostalgią.
Dobrym rodzajem.
Szczęśliwym rodzajem.
Cudownym rodzajem.
Jednakże
w części wypoczynkowej przed dużym oknem z płaskiego szkła mogła siedzieć tylko
każda piękna biała kobieta w obszarze metra Denver.
I jeśli
mnie wzrok nie mylił, była wśród nich Dolly Parton, podróżująca w czasie, lub
znacznie młodsza sobowtórka, z ogromną czupryną platynowoblond włosów, których
nawet nie można było objąć szeroką różową opaską Alice. Miała na sobie różowy
koronkowy gorset, który odsłaniał tak duży dekolt, że wszystkie sekty
fundamentalnych kościołów chrześcijańskich miały ją na swoich listach
obserwacyjnych. Na tym wisiała dżinsowa marynarka z klapami ozdobionymi diamentowymi
nitami. Na dole miała obcisłe, szarawe, sprane dżinsy, a łydki i stopy miała w
różowych niczym guma balonowa, lakierowanych butach na platformie.
Wyglądała,
jakby miała zamiar podskoczyć i zacząć śpiewać „Two Doors Down”.
Było
jej bardzo dużo.
A ja od
razu chciałam zostać jej najlepszą przyjaciółką.
Ale
było coś więcej.
Mężczyzna
za ladą espresso miał bardzo długą rdzawą brodę, dziką brodę z siwiejących
blond włosów i aurę seryjnego mordercy. Miał na sobie flanelową koszulę i
wyglądał jak rozzłoszczony Grizzly Adams.
Nie
byłam pewna, czy chciałabym być jego najlepszą przyjaciółką, ale wyglądał
interesująco.
Duke’a,
niestety, nie było nigdzie w zasięgu wzroku.
Indy
czołgała się do nas, ale to facet za ladą espresso zagrzmiał - VIP! VIP! -
Odwrócił się do blondynki stojącej obok niego za ladą i krzyknął - Pianka,
kobieto! Spieniaj! Ona tu jest!
- Spieniam,
Tex, spieniam – powiedziała kobieta z uśmiechem tak olśniewającym, że przez
chwilę osłupiałam, ale ona to robiła, spieniając mleko.
I wtedy
pojawiła się Indy - To Tex. Jest głośny. Jest wkurzający. Jest też słodki i
robi świetną kawę. I w ten sposób chciał powiedzieć, że jest szczęśliwy, że cię
poznał.
- Czy też
dostanę pianę, mój człowieku? – zawołała do niego Toni.
– Kim
jesteś? – zagrzmiał mężczyzna imieniem Tex.
Pochyliła
głowę w moją stronę – Jestem jej najlepszą suką.
- Więc,
kurwa, tak! – krzyknął Tex, a ja poczułam, jak moje oczy się rozszerzają,
słysząc jego krzyki w miejscu pracy, gdzie kobiety siedziały z przodu,
najwyraźniej była to załoga Indy, a nie były jedynymi osobami w tym miejscu.
Jednak,
co dziwne, nie wyglądało na to, żeby to słyszeli lub byli stałymi bywalcami i
nie było to nic nowego.
- Posadź
dupę – rozkazał Tex po kolejnym walnięciu – Obstawiam cię.
Wtedy,
nie było jak inaczej tego ująć, wydawało się, że zaatakował ekspres do kawy.
Indy
wzięła mnie za rękę i rozpoczęła nam wszystkich przedstawiać.
W
pewnym sensie rozpoznałam ich z czasu, gdy Liam i ja spędziliśmy chwilę w
szpitalu, ale z oczywistych powodów nie mogłam powiedzieć, że zwracałam wtedy
na nie dużą uwagę.
Prawdę
mówiąc, nie mogłam, bo nie zauważyłam tam Texa ani sobowtóra Dolly Parton, a
nawet biorąc pod uwagę sytuację z Dariusem, zapamiętałabym ich.
Najpierw
była Roxie, która była żoną Hanka, starszego brata Lee i Ally. Potem Jules,
która była żoną Vance’a, kolejnego mężczyzny Lee, kobietą, z którą Darius
rozmawiał o Liamie. I Ava, która była żoną faceta o imieniu Luke’a, również
jednego z ludzi Lee. Sadie, dziewczyna o wyglądzie bajkowej księżniczki, która
była żoną młodszego brata Eddiego, Hectora (który również pracował dla Lee). Stella
była w pewnym sensie sławna. Słyszałam o niej, zanim trafiła do gazet ze swoją
historią z jej facetem. Była wokalistką w popularnym lokalnym zespole rockowym.
Jej mężczyzna był kolejnym członkiem zespołu Lee i miał na imię Mace. Potem była
Jet, która wyszła zza kontuaru.
Była
żoną Eddiego.
Ally
też tam była.
A
sobowtórka Dolly Parton miała na imię Daisy. Dowiedziałam się, że pracowała z
Ally, a kiedy ją przedstawiono, powiedziała - Z pewnością cieszę się, że cię
poznałam, cukiereczku. Najwyższa pora. Witamy w plemieniu – po czym wybuchła
cudownym śmiechem. Brzmiał on jak dzwonienie dzwonków.
Ostatnią
dwójką była hipiska o imieniu Annette, która przywitała mnie „Yo, suko!” i
dowiedziałam się, co nie było zaskoczeniem, że była właścicielką sklepu z ziołami
na tej samej ulicy.
I
Shirleen, która przyglądała mi się uważnie i trzymała się, jakby czuła się niekomfortowo.
Wiedziałam
dlaczego.
Darius
nie opowiedział mi jeszcze całej historii, ale wiedziałam, że obwiniała się za
to, że jej siostrzeniec został wciągnięty w świat, do którego nie należał.
Po
prostu nie czuła urazy.
Więc
stanęłam przed nią, gromada oczu Rockowych Lasek skupiła się na mnie i
powiedziałam cicho - No dalej, ciociu Shirleen. Minęło mnóstwo czasu. Żadnego
przytulania?
Pochwyciła
moje spojrzenie i ulga przepełniła jej wzrok, tuż przed tym, jak zerwała się z fotela
i mnie uściskała.
Dobrze
to pamiętałam.
Jej
uściski były najlepsze.
- Przestań
się przytulać. Usiądź tyłku. Wypij - Tex był blisko, a jego grzmot był jeszcze
bliżej, więc puściłam Shirleen, ale upewniłam się, że posłałam jej uśmiech,
zanim Toni i ja zostałyśmy potrącone i popchnięte do siedzenia obok siebie na
kanapie.
Jet zajęła
podłokietnik kanapy przy mnie, Indy wcisnęła się obok Toni, a Jules usiadła na
drugim podłokietniku. Roxie i Ava rozsiadły się na dwóch fotelach naprzeciwko
nas, a Daisy siedziała na poręczy fotela Avy. Shirleen siedziała w jednym na
końcu kanapy, Sadie w drugim. Annette siedziała ze skrzyżowanymi nogami na
blacie stołu pomiędzy Jules i Sadie, a Stella siedziała okrakiem na odwróconym
krześle, które odsunęła od stołu, robiąc to między Sadie i Roxie. Ally robiła
to samo między Roxie i Avą.
Cały
gang tam był.
W dłoni
wepchnięto mi kubek z pianką.
- Nie
wiem, co lubisz, więc wrzuciłem do tego wszystko, co dobre – zagrzmiał Tex - Wanilia,
cynamon i nuta migdałów. Powiedz mi co myślisz.
Spróbowałam
to.
Moje
oczy wywróciły się na tył głowy.
Wcisnął
kubek także w dłonie Toni i wiedziałam, że wypiła łyk, kiedy szepnęła z
szacunkiem - Skurwysynu.
- Przyjmę
to jako aprobatę – oświadczył Tex, po czym klasnął w dłonie, a dźwięk był tak
głośny, że podskoczyłam, prawie rozlewając kawę i piankę na dłoń. Następnie
potarł je o siebie, mówiąc - No dobrze. O czym mówimy? Muszę odkurzyć granaty?
Bomby dymne? Albo wygrzebać moje kastety?
Powoli
odwróciłam głowę w stronę Toni i odkryłam, że ona już odwróciła się do mnie, a
byłam całkiem pewna, że miałyśmy identyczne wyrazy twarzy: zaskoczenie/zdezorientowanie/przerażenie.
- Nigdy
nie potrzebowaliśmy kastetów, wujku Tex - wtrąciła Roxie.
– To
nie znaczy, że nie powinnaś ich mieć – odpowiedziała Daisy swoim uroczym akcentem
country, przyglądając się zabójczo zakończonym paznokciom, ozdobionym tak
wieloma kryształkami, że ledwo spod nich było widać perłowo-różowy lakier – Ja kupiłam
taki kilka lat temu. Między Jules i Avą. A może to były Roxie i Jules?
Nieważne. Różowy lakier. Są urocze.
Urocze
kastety?
Miałam
wrażenie, że była to część wyluzowania-spędzenia czasu z kawą i dziewczynami
przed atakiem dużej imprezy, aby się poznać przejścia do życia, którego do tej
pory nie dzieliłam z Dariusem.
Jakim
cudem mówiliśmy o kastetach?
Zadzwonił
dzwonek nad drzwiami i spojrzałam w tamtą stronę i zobaczyłam wysokiego,
szczupłego białego mężczyznę z brązową fryzurą na jeża i wchodzącego z niższym,
przystojnym Latynosem.
Wyższy
mężczyzna trzymał na zgiętym przedramieniu coś, co wyglądało jak album z
wycinkami, przy piersi.
-
Odpadam – zagrzmiał Tex i natychmiast odszedł.
Nawet
jeśli ten człowiek wydawał się szalony, powinnam była przyjąć to jako
ostrzeżenie.
Niestety,
nie zrobiłem tego.
Facet z
fryzurą na jeża wszedł prosto do części wypoczynkowej, z głośnym śmiechem
rzucił album z wycinkami na stolik do kawy, po czym uniósł ręce, układając
palce wskazujące i kciuki w kształt litery L, tak aby koniuszki kciuków i
palców wskazujących stykały się, tworząc ramę, przez którą zmrużył oczy.
Na mnie.
– Hmmm…
– wymamrotała Toni.
Była to
dokładnie moja myśl.
Opuścił
ręce i ogłosił to wszystkim zgromadzonym – Nie mogę. Nie znam jej, ale to
niemożliwe. Każdy kolor wygląda dobrze na czarnej skórze. Nigdy nie będę w
stanie wybrać.
Nie do
końca bym się zgodziła. Kolor, który nazywali „cielistym”, nie do końca się
sprawdzał.
Toni i
ja wymieniłyśmy kolejne spojrzenia.
- To
Tod – oznajmiła Jules – I jego partner Stevie. Tod to oficjalnie nieoficjalny
organizator ślubu Rockowych Lasek.
Zakrztusiłam
się, a nawet nie piłam kawy.
Darius
i ja nawet oficjalnie nie mieszkaliśmy razem.
Byliśmy
ze sobą trzeci dzień.
Tak, kochałam
go, a on kochał mnie. Tak, robiliśmy to. Tak, mieliśmy wspólnego syna, któremu
oboje byliśmy oddani.
Ale
biorąc pod uwagę to wszystko, co wydarzyło się wcześniej i było to tak ciężkie,
nawet nie pomyślałam o tym, żebyśmy się pobrali.
Nigdy
nie pozwalałam sobie wybiegać tak daleko marzeniami w przyszłość.
Coś w
okolicach mojego serca się przesunęło i nie było to złe.
Nie.
Było
bardzo, bardzo dobre.
- Mam
to! - Tod krzyknął gwałtownie - Ametyst!
- Mój
człowieku – wtrąciła się Toni - Moje
druhny nosiły bakłażany.
-
Aprobuję – powiedział jej Tod, po czym zapytał - Kim jesteś?
Toni
wskazała na mnie kciukiem – Toni, jej najlepsza suka. I jako taka była moją główną
druhną.
- To
też aprobuję, bo widać, że masz dobry gust – odpowiedział Tod.
- No
cóż, dzięki – powiedziała Toni – Ale widzisz, ona ma oprawione zdjęcie z naszym
ślubem. Na pewno będzie mieć oprawione zdjęcia ze swojego ślubu. A bakłażan i
ametyst zderzają się. Nie będzie mogła umieścić tych zdjęć blisko siebie, a
wszyscy wiedzą, że najlepsze suki umieszczają zdjęcia ślubne blisko siebie w
swoich pokojach rodzinnych.
Tod
położył palec na policzku i oparł brodę na pięści, szepcząc - To prawda.
Odwróciłam
głowę i spojrzałam na Toni, jakby zrobiła to, co najwyraźniej zrobiła.
Straciła
swój cholerny rozum.
- Co
miałaś na sobie? - Tod zapytał Toni.
- Kość
słoniowa. Opadające z ramion. Zajebiście pomarszczona na brzuchu –
odpowiedziała.
–
Strukturalna falbanka na biodrach? – nacisnął.
– Się wie.
– De la
Renta?
– To
też.
- Saks?
- Tak.
- Świetny
wybór.
Straciłam
Toni, więc zwróciłam się do Jet – Co się dzieje?
Uśmiechnęła
się swoim olśniewającym uśmiechem i nalegała - Nie walcz z tym. Tod jest
szalony, ale jest w tym naprawdę dobry. Nie zrobi ani jednej rzeczy, której nie
zachcesz. I przysięgam na Boga, on daje z siebie wszystko, więc wszystko, co
musisz zrobić, to pokazać się, uczesać się, zrobić sobie twarz, założyć sukienkę,
napić się szampana, wyjść za swojego faceta i być szczęśliwą. Jest cudotwórcą.
- Ale
Darius i ja nie jesteśmy zaręczeni – zauważyłam.
- Przepraszam
– zawołał mnie Tod.
Spojrzałam
na niego.
- To
było ile? Trzy lata? Nawet nie. Maksymalnie dwa i pół – powiedział, po czym
wskazał na Indy - Zamężna i w ciąży - Wskazał na Jules - Zamężna i ma dziecko -
Jego palec przesuwał się pomiędzy Roxie i Avą – Mężatka. Mężatka - Potem do
Sadie - Zaręczona - Potem kolejny ruch pomiędzy Stellą i Ally - Zajęte - Potem
Jet - Ślub, nowe dziecko.
Spojrzał
na mnie - Jakieś pytania?
– Jasna
cholera – szepnęłam.
- Tak,
zapnij pasy, siostro. Gorąca Drużyna nie pierdoli się. Comprende? - zadeklarowała
Daisy.
- Gorąca
Drużyna? - Zapytałam.
- Lee,
Eddie, Vance, Hank, Luke, Hector, Mace, Ren i Darius – wyjaśniła - Gorąca Drużyna.
O rany.
Ale całkowicie
widziałam to.
I byłam
ja, pakująca swoje cholerne torby, dokupująca więcej kosmetyków i w zasadzie
wprowadzająca się przed trzecim dniem.
– Jasna
cholera – powtórzyłam.
Tod
machnął rękami nad głową - Nie mogę tak pracować. Muszę znać sezon. Co to
będzie? Wiosna? Lato? Zima? Jesień? Nie postrzegam cię jako jesiennej. Może
lato. Więc? Co to będzie? – zażądał ode mnie.
- Nie
jestem pewna, o czym mówisz - przyznałam.
- O
sezonie, w którym zamierzasz wyjść za mąż - wyjaśnił.
-
Powtarzam, nie jestem zaręczona.
-
Zostaw to mnie, mój człowieku - powiedziała mu Toni - Dam ci to, czego
potrzebujesz. Daj mi dzień lub dwa.
Co?
-
Jesteś wolna we wtorek? – Tod zapytał Toni.
- Mogę
być – odparła Toni.
-
Martini w Cruise Room. Stevie i mój poczęstunek. Zdobądź sezon. I przemyślenia
na temat miejsca. Oraz motyw. Przyniosę próbki.
- Masz
to, bracie – powiedziała, szczękając zębami, mrużąc oko i wskazując na niego.
Tod
chwycił album z wycinkami i zwrócił się do swojego partnera. - Chodź Słonko.
Musimy iść po próbki.
I po
tych słowach wypłynął, a dzwonek oznajmił jego wyjście.
- Cześć,
dziewczyny – zawołał Stevie z uśmiechem, wyraźnie przyzwyczajony do tego
szaleństwa.
- Miło
jest nie całkiem poznać was, Malia i Toni – dokończył, idąc za nim.
Dzwonek
zadzwonił ponownie i Steviego już nie było.
- Wypij
kawę – poradziła Stella - To pomaga.
Upiłam
łyk kawy, myśląc, że po tym wszystkim się myliła.
Po łyku
zdałam sobie sprawę, że miała rację.
Mimo
to, kiedy opuściłam kubek, zapytałam - Czy mężczyzna, którego nie znam, planuje
mój ślub z mężczyzną, z którym jeszcze nie jestem zaręczona?
Na to,
z jakiegoś dziwnego powodu, Annette odrzuciła głowę do tyłu, zahukała do sufitu,
po czym opuściła brodę i spojrzała na mnie. - To jest czadowe! Minęło kopę lat.
Za długo. To będzie niesamowite.
– To tylko
pięć miesięcy – zauważyła Ava.
- Za
długo. Boże, mam nadzieję, że będzie kolejny pościg samochodowy – powiedziała
Annette i znów na mnie spojrzała. – Myślisz, że będzie pościg samochodowy?
- Hm,
mam nadzieję, że nie – odpowiedziałam.
-
Snajperzy? - zapytała.
O mój
Boże!
–
Panie, nie – powiedziałam.
- Cóż,
mam nadzieję, że dom Dariusa nie zostanie zbombardowany. Nie brałam udziału,
ale słyszałam o tej piwnicy z winami i szkoda, że to poszło na marne –
podzieliła się.
Dobry
panie.
Niestety,
Annette nie skończyła.
–
Przynajmniej wygrałam za ciebie pięćset dolarów. Dziękuję za to. Nie znałam
cię, ale pomyślałam, że wszystko osiągnęło punkt kulminacyjny, gdy koleś leżał
w szpitalnym łóżku. Musiałaś pozwolić mu się zagoić, zanim zaczęłaś Seks-a-ton
Rockowej Laski. I miałam rację.
Zaniemówiłam.
Annette
nadal mówiła - Musisz dać mi coś do dodania do trasy wycieczki. Potrzebujemy
świeżej krwi.
Skupiłam
swoją uwagę na Ally - Możesz wyjaśnić, co się dzieje?
Ally
walczyła z uśmiechem - Po pierwsze, nie obrażaj się, wszystkie przez to
przechodziłyśmy, poczynając od Avy. Ale obstawiamy zakłady, kiedy Gorąca Drużyna
zmęczy siostrę i Rockowa Laska zacznie dostawać swoje przyjemności.
Usłyszałam
chichot Toni.
Byłam
pewna, że uznam to za zabawne.
Pewnego
dnia.
- Po
drugie, kiedy książki zaczęły się ukazywać, Annette zaczęła organizować wycieczki
Trasą Rockowych Lasek, zabierając fanów do wszystkich miejsc, w których
wszystko się działo – kontynuowała Ally.
- Sery
i wino z rezerwy w piwniczce na zapasy będą dobrym miejscem na zakończenie
wycieczki – zauważyła Annette.
Przez
nanosekundę zastanawiałam się, co ja bym czuła w obecności fanów Rockowych Lasek
w domu Dariusa.
Następnie
przez mniej niż nanosekundę zastanawiałam się, jak czułby się z tym Darius.
Wtedy
powiedziałam - To się nie stanie.
Annette
spojrzała na Daisy i powiedziała - Warto było spróbować.
Daisy
roześmiała się swoim dzwoneczkowym śmiechem.
- Na
koniec – kontynuowała Ally - zaprosiłam cię, abyśmy porozmawiały o tym, co ty i
Toni robiłyście w tym biurowcu.
– Och –
wymamrotałam. Potem rozejrzałam się i powiedziałam - W pewnym sensie nie mogę o
tym rozmawiać w towarzystwie. To jest klient. Zależy mi na poufności.
- Masz
dolara? Albo ćwiartkę, ćwiartka by wystarczyła – wtrąciła Daisy.
– Mam
jednego – powiedziała Toni, grzebiąc w torebce.
Wyłowiła
go, a Daisy pokazała nam widok z lotu ptaka na swój dekolt, kiedy pochyliła się
do przodu i wzięła go, i muszę przyznać, że moje oczy zaczęły piec.
Wetknęła
banknot w dekolt i powiedziała – Racja. Właśnie zatrudniłaś Rock Chick
Investigations. I my też mamy zasadę poufności. Kontynuuj.
- Okej,
ale… - Przesunęłam wzrokiem po załodze.
- Słyszę
cię – powiedziała Daisy - A Ava jest naszą projektantką graficzną. Roxie jest
naszą koordynatorką strony internetowej. Resztę możesz uznać za
współpracowników.
- W
porządku – wtrąciła się Ally - Nikt nie powie ani słowa. Szczerze. Strzelaj.
Spojrzałam
na Toni.
Skinęła
głową na zachętę.
Wróciłam
do Ally - No dobrze, więc miałam tą teczkę na biurku. Tyle że kiedy ją otworzyłam,
nie było w nim nic poza kartką samoprzylepną z napisem „Remostros Engineering”
i adresem, pod którym się znaleźliśmy.
- Puste
biura? – zapytała Ally.
- Co? -
zapytałam w odpowiedzi.
- Przeprowadziłam
wstępne sprawdzenie. Na tym piętrze, na którym byłaś, znajdowały się cztery
biura. Trzy zajęte. Jedno firmy księgowej. Jedno przez organizację
przetwarzającą dane. Ostatnie, architekt. Jedyny inny apartament, ten za
rogiem, za którym się czaiłyście, był pusty.
Ponownie
Toni i ja wymieniłyśmy spojrzenia, zanim wróciłam do Ally.
- Tam
powinna być firma inżynieryjna.
- No
cóż, nie jest. Weszłam. Nic tam nie ma. Nawet biurka. Ale jest ogłoszenie
wynajmu na komercyjnej stronie i stoi puste od dwunastu miesięcy.
– Ojej
– szepnęła Toni.
Moja
skóra zaczęła dziwnie się zachowywać.
- To
wszystko, dziecko? - Shirleen przemówiła po raz pierwszy, uważnie mi się
przyglądając - Pusta teczka?
Pokręciłam
na nią głową - Nie. Nie wiedziałam, co się dzieje, więc wpisałam numer z
zakładki do naszego systemu, myśląc, że może dokumenty się zapodziały. To był numer
akt sprawy. I okazało się, że dostęp jest zamknięty. Komunikat mówił, że muszę
poprosić administratora sieci o dostęp. Nigdy wcześniej się z tym nie spotkałam.
Mamy trzech partnerów z nazwy, czterech starszych partnerów, sześciu młodszych
partnerów i czterech współpracowników. Pracuję dla nich wszystkich. Mam dostęp
do wszystkiego, bo tego potrzebuję.
- Okej,
zaczynamy być coraz bardziej świadomi – powiedziała Ally - Co jeszcze?
- Poprosiłam
administratora sieci o dostęp – powiedziałam jej - A on zachowywał się dziwnie
i powiedział, że tylko Jeffrey, jeden z wymienionych partnerów, ma dostęp do
tych plików.
– I
niech zgadnę, zaciekawiło cię to, ale to nie koniec – wydedukowała Ally.
Skinęłam
głową - Zwłaszcza, że był to partner na papierze. Nie wykonują żadnej ciężkiej
pracy. Przekazują to do grupy asystentów prawnych. Albo współpracowników. Więc
sprawdziłam Remostros Engineering. I to istnieje, ale nie jestem księgową
zajmującym się kryminalistyką, ale z tego, co wiem, jest to firma fasadowa.
– Cóż,
cholera – szepnęła Daisy.
- A ta
jest własnością czegoś, co wydaje się być kolejną firmą fasadową, która jest
własnością innej, która jest własnością jeszcze innej, a ta ostatnia jest
własnością małej spółki LLC z tylko jednym dyrektorem – kontynuowałam.
- Tym Jeffreyem
– podsumowała Ally.
Ponownie
skinęłam głową.
Odwróciła
się do Daisy - Wymuszenia?
Daisy
wzruszyła ramionami - Może - Poświęciła mi swoją uwagę – Ten Jeffrey ma żonę?
O mój
Boże.
Dlaczego
o tym nie pomyślałam?
- Biurowe
plotki mówią, że pieprzy się z jedną z młodszych partnerek – powiedziałam.
– Tak –
stwierdziła Daisy - Ukrywanie aktywów. Zeskrobuje żonę dla pobocznego kawałka.
Całkowicie
tak robił.
- Po rozmowie
z administratorem naszej sieci Jeffrey wezwał mnie do swojego biura –
powiedziałam - Poprosił mnie o przyniesienie akt, tych, w których nic nie było.
Zwykle jest bardzo profesjonalny. Przyjazny, ale w typie zgrany-zespół, choć
praca-jest-pracą i jest typem faceta, który pracuje-aż-nie-wykona-swojej-pracy.
Z wyjątkiem tego, że kiedy przyniosłam akta, był bardzo towarzyski, w kleisty
sposób, który sprawiał wrażenie brudnego, mówiąc mi, że transakcja z Remostros
jest wysoce poufna, że to ważni klienci, co oznacza mnóstwo płatnych godzin, a
firma obiecała im indywidualną uwagę.
- A ty
tego nie kupiłaś – dodała Ally.
- Wtedy
zaczęłam kopać głębiej. Ale moje złe przeczucia zostały potwierdzone, gdy
rozkazał mi stanowczo, abym z nikim o tym nie rozmawiała. Z kimkolwiek. Nawet
pozostałymi partnerami.
- Cóż,
przestań kopać – rozkazała Ally – Zajmę się tym Brody’ego, żebyśmy mogli się
upewnić, że nie chodzi o wymuszenia, a twoja firma nie będzie zagrożona przez
to, co on robi. Ale jeśli przygotowuje się do wypieprzenia swojej żony, musisz
podjąć decyzję. Chodzi o to, by zdecydować, czy ona w jakiś sposób ma dowiedzieć
się anonimowo, że on ją oszukuje, jednocześnie ją wrabiając, żeby ją wychujać?
- To
byłby mój głos – powiedziała Ava.
– Mój
też – wtrąciła Sadie.
– I mój
– dodała Roxie.
-
Malia, robiłaś te badania na komputerze w pracy? – zapytała mnie Shirleen.
Więcej
kręcenia moją głową - Nie. Zrobiłam to w domu.
Skinęła
głową raz – Mądra dziewczyna.
Uśmiechnęłam
się do niej.
- Myślę,
że wszyscy wiemy, jak głosują wszyscy, ale musi to wyjść od ciebie –
powiedziała mi Ally – Jeśli to on zacznie wypieprzać swoją żonę, chcesz, żeby
ona o tym wiedziała?
Pomyślałam
o Jeffreyu.
Tak
naprawdę go nie znałam. Podwładni nie kolegowali się z partnerami, ale on był
jeszcze bardziej odsunięty.
Chociaż
wiedziałam, że miał około pięćdziesiątki, on i jego żona mieli trójkę dzieci,
wszystkie studiujące. Sami byli małżeństwem od czasów college’u. Młodsza
partnerka, z którą prawdopodobnie sypiał, miała około trzydziestu lat, była
mądra, piękna i była rekinem. A żona Jeffreya planowała wszystkie nasze imprezy
w biurze.
Była
idealną żoną prawnika. Nie pracowała, z wyjątkiem uciążliwych zajęć
polegających na zapewnieniu sprawnego funkcjonowania jego życia i rodziny, aby on
mógł wyrobić sobie markę, więc odchylała się do tyłu, aby on mógł dobrze
wyglądać w oczach kolegów, personelu i klientów.
Jej też
właściwie nie znałam.
Po
prostu wiedziałam, że nie zasługiwała na to, żeby ją ośmieszać, gdy jej mąż
wiódł wystawne życie z kolejną młodą istotą.
- Tak –
odpowiedziałam - Zdecydowanie.
Ally
podniosła się z fotela, mamrocząc - Robimy to.
Odeszła,
przykładając telefon do ucha, teraz całkiem poważna.
Wow.
Była
niezłą twardzielką.
– To do
niczego nie doprowadzi. – odezwała się zawiedziona Annette - Nawet jak temu
Jeffreyowi wpadnie do głowy, żeby cię porwać albo zbombardować samochód, gdy
raz spojrzy na Dariusa, to podkuli ogon między nogi i przeniesie siebie i swoją
kumpelę do pieprzenia do Panamy.
-
Krzyżyk na drogę, mówię - mruknęła Jet.
Wtedy
właśnie dostrzegłam ruch po drugiej stronie alejki, przy wejściu między półki.
Duke.
Poczułam
ciepło na sercu, usta ułożyły się w słowo: „Przepraszam”, odstawiłam kubek z
kawą i wstałam.
Odwrócił
się i zniknął w cieniu regałów.
Weszłam
za nim.
Ale on
zniknął.
Tyle że
nie zrobił tego.
Regały
dzieliły się na trzy sekcje, środkowa zawierała stoły z kartonami po mleku
wypełnionymi winylem.
Na
skraju tego najbliżej przejścia stał album w plastikowej oprawie.
Bridge
over Troubled Waters[1].
Na nim naklejono notatkę.
Wzięłam
album i przeczytałam notatkę.
Mój bokserze,
Wiem, że Darius ma gramofon.
Dobrze się spisałaś.
Dumny z ciebie.
Duke
Zamknęłam
oczy, żeby zwalczyć w nich kłucie i przytuliłam album do piersi.
Kiedy
już się pozbierałam, wciąż ściskając album, wróciłam do swojej kawy.
I moich
przyjaciół.
Starych.
I nowych.
*****
Minęło
kilka godzin i kilka kaw później, miałam nadzieję, że będziemy mieć
wystarczająco dużo czasu, aby kupić wieszaki i nowy strój dla Dariusa, zanim
będziemy musieli wrócić do domu i przygotować się na imprezę, kiedy Toni i ja
szliśmy do mojego samochodu.
Zanim
jednak otworzyłam drzwi, ona nagle znalazła się w mojej przestrzeni.
Zaskoczona
odwróciłam się do niej.
Jej
ramiona zamknęły się wokół mnie.
Uściski
Shirleen były najlepsze, naprawdę.
Ale te Toni
zapewniały im konkurencję, częściowo dlatego, że włożyła w nie wszystko, a
głównie dlatego, że była wybredna w ich rozdawaniu i nie przychodziły często.
- Jestem
szczęśliwa, że to masz – szepnęła mi do ucha i tak szybko, jak zaczął się
uścisk, tak szybko się skończył, a ona poszła na stronę pasażera.
Znowu
musiałam walczyć z ukłuciem łez, ale wychodziło mi to nieźle.
W
każdym razie miałam wieszaki do kupienia i strój do wyboru dla mojego mężczyzny
oraz imprezę, na którą musiałam się przygotować.
Nie
było czasu na łzy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz