poniedziałek, 13 maja 2024

4 - Tak miało być

 

Rozdział 4

Tak miało być

Rockowe laski - retrospekcja

 

Nadal jakiś czas temu, ale teraz nawet mniej…

- Okej, czy robienie szalonych, głupich rzeczy jest obowiązkiem całej waszej rodziny? – zapytała Toni.

- Ciśś! - uciszyła ją moja siostra Lena.

Patrzyła przez lornetkę.

Toni siedziała na środku tylnego siedzenia mojego samochodu. Ja siedziałam na miejscu kierowcy. Lena po stronie pasażera.

A Lena szpiegowała swojego chłopaka, który, jak była pewna, ją zdradzał.

Zaparkowałyśmy po drugiej stronie ulicy od jego miejsca, więc lornetka okazała się przesadą.

Odłożyła ją, odwróciła się do mnie i oświadczyła - Idę, żeby przyjrzeć się bliżej. Osłaniaj mnie.

Otworzyłam usta, żeby ją zatrzymać, ale zdążyła już wyjść.

- Osłaniać ją? – zapytała Toni.

Uśmiechnęłam się, starając się nie roześmiać, bo to nie było zabawne, niezupełnie.

I nie działo się tak dlatego, że byłam całkiem pewna, że moja siostra miała rację.

Michael ją zdradzał. Koleś był zmienny jak diabli.

Ale nadal.

Patrzyłyśmy, jak Lena przechodziła na palcach przez ulicę, rozglądając się we wszystkie strony, a jej długie warkocze powiewały na plecach (co sprawiło, że zaczęłam się zastanawiać, czy powinnam umówić się na wizytę w salonie, bo te warkocze na niej dobrze wyglądały), co tak wyraźnie wskazywało, że była gdzieś, gdzie nie powinna być, robiąc coś, czego nie powinna robić w biały dzień, nie było mi już do śmiechu.

Zamiast tego jęknęłam.

- Jest w tym okropna – stwierdziłam coś oczywistego.

- Jedna z nas powinna ją powstrzymać – zauważyła Toni.

Miała rację.

- A tym kimś nie będę ja – ciągnęła Toni.

Uch.

Zaczęłam otwierać drzwi, żeby iść po siostrę, ale znieruchomiałam, gdy Toni mruknęła - Jasna cholera.

Cholera, miała rację.

Działo się tak, bo nie wiadomo skąd pojawili się Eddie Chavez i Lee Nightingale.

Lee kierował się do mojego samochodu.

Eddie wyruszył za Leną.

- O rany, ten facet dorósł dobrze – oświadczyła Toni, nie spuszczając wzroku z mojej przedniej szyby - Obaj mają się dobrze. Ale skoro ja już dorosłam, zrozumiałam, że Eddie ma się dobrze, a teraz widzę to samo u Lee, mogę powiedzieć, że ta dwójka razem jest zbyt w porządku. Być może nie będę w stanie sobie z tym poradzić. I mam doświadczenie z dobrym, bo Tony jest teraz w domu i czeka na telefon, aby wyciągnąć mnie z więzienia za kaucją. Powiedział, że lepiej będzie, jeśli podciągnę to za wykroczenie, bo nie zastawi naszego nowego płaskiego ekranu za waszą głupotę.

Lee zastukał knykciami w moje okno, a kiedy nacisnęłam przełącznik, żeby je opuścić, pochylił się i spojrzał na mnie.

I, hm… tak.

Był przystojnym dzieciakiem.

Ale teraz był w porządku.

– Hej, Lee – przywitałam się - Dawno się nie widzieliśmy. Jesteś w domu na urlopie?

– Tak – mruknął.

- Hej, Lee. Dobrze wyglądasz – przywitała się Toni, wpychając się między siedzenia, żeby spojrzeć na mnie i na Lee.

- Toni – odpowiedział, a jego usta wykrzywiły się w cieniu słynnego uśmiechu Liama Nightingale’a. Potem, bez dalszych ceregieli, spoważniał i powiedział - Eddie wsadzi Lenę do samochodu i wy trzy spierdalajcie stąd.

Zauważyłam, że jego mowa nie została oczyszczona od naszego spotkania.

I nadal był gorący.

- Jasne, jasne, dobrze – wybełkotałam.

- Ona uważa, że mężczyzna ją zdradza - Toni powiedziała Lee.

Straciłam widok jego twarzy, kiedy spojrzał ponad dachem mojego samochodu.

Wrócił do okna, gdy usłyszałam, jak drzwi obok mnie się otwierają, a samochód podskoczył, gdy tyłek Leny uderzył o siedzenie pasażera.

Drzwi ponownie się zamknęły.

Lee unieruchomił mnie wzrokiem.

– Jedź do domu – rozkazał.

Skinęłam głową, bo powiedział dwa słowa, ale inne słowa pozostały niewypowiedziane. Skąd to wiedziałam, nie mogę ci powiedzieć. Po prostu wiedziałam.

Zniknął z okna. Słyszałam, jak jego kłykcie uderzają w dach, kiedy przypominał w stylu macho, żeby się stamtąd wydostała. Nacisnęłam przycisk zamykający szybę, odpaliłam samochód i ruszyłyśmy.

To był cud, że nie wjechałam w żadne samochody, biorąc pod uwagę, że moje oczy były utkwione w lusterku wstecznym i obserwowałam, jak Eddie przechodził przez moje teraz wolne miejsce parkingowe, by dołączyć do Lee na krawężniku i obaj patrzyli, jak odjeżdżałyśmy.

Toni miała rację.

To było zbyt w porządku.

- Widziałaś to? - Głos Leny był zachrypnięty.

- Och, dobrze to widziałam – odpowiedziała Toni.

- Eddie był słodziakiem w liceum – zaczęła Lena, a ja prychnęłam, bo „słodzik” nie było tym, czym kiedykolwiek opisałabym Eddiego Chaveza.

Mały rekin był uroczy, ale nadal był rekinem.

- Ale… wow – Lena skończyła.

- Masz tak bardzo rację, siostro – zgodziła się Toni.

- Był taki wow, a Lee był taki, och rany, że zapomniałam, co robiłam – powiedziała Lena.

Całkowicie to widziałam.

- I teraz nie wiem, czy Michael był z dziewczyną, czy nie – podsumowała.

- Pozwól mi zbadać grunt – powiedziałam.

- Jaki grunt? – zapytała Lena.

Mój wzrok odnalazł wzrok Toni w lusterku wstecznym.

Wiedziała.

Ale nie powiedziałam o tym mojej siostrze.

Gdyby Lena dowiedziała się, że mam przed nią tajemnicę, byłaby wkurzona, ale bardziej zraniona.

Po prostu… nie mogłam jej powiedzieć. Nie mogłam powiedzieć nikomu poza Toni.

I nie byłam nawet pewna, czy powinnam była powiedzieć Toni, ale musiałam to komuś powiedzieć i ufałam jej, że nie zrobi niczego, czego nie zechcę, na przykład nie powie rodzicom, Lenie albo, że nie pokłóci się z kimś, kto by tego nie docenił.

To fakt, że minęły trzy lata, odkąd Liam i ja wróciliśmy z Fort Collins, i w tym czasie nie było to nawykiem, ale zdarzało się to nierzadko, a także fakt, że Eddie i Lee pojawili się, kiedy brałam się zrobienie czegoś głupiego z moją siostrą, nie był niespodzianką.

Ponieważ, po pierwsze, Darius Tucker miał na mnie oko.

A po drugie, zawsze Darius Tucker znalazł powód, aby mnie odwiedzić.

To było zawsze w nocy, kiedy Liam spał, i zawsze wtedy, gdy go potrzebowaliśmy.

Jak wtedy, gdy ktoś wjechał w mój samochód na parkingu sklepu spożywczego i nie zostawił żadnej notatki. Tak więc, żebym nie musiała ubiegać się o to z mojego ubezpieczenia, Darius przyjechał tego samego wieczoru oddzielnym samochodem, a mój samochód został zabrany i przywieziony z powrotem, nie tylko naprawiony, ale i podrasowany.

I wtedy, kiedy Toni i Tony zamieszkali razem i szukali nowej kanapy, poszłam z nią, żeby ją obejrzeć, i wznosiłam ochy i achy na widok mebli. Darius był u mnie późnym wieczorem i powiedział, że dostanę przesyłkę za trzy dni i ktoś musi być w moim domu między południem a czwartą, aby ją odebrać.

To „to” to zupełnie nowe meble do salonu, wszystkie elementy, nad którymi najbardziej zachwycałam się i wykrzykiwałam.

Tak więc na śmietnik poszły zbutwiałe, używane meble, które wyłudziłam od krewnych i przyjaciół, a zastąpiły je eleganckie, drogie rzeczy, na które prawdopodobnie byłoby mnie stać dopiero, gdy Liam kończyłby studia.

Tydzień później wrócił, dzieląc się, że ktoś musiał być w pobliżu przy kolejnej dostawie, a tą był nasz telewizor z płaskim ekranem.

Oczywiście były trzy Święta Bożego Narodzenia i trzy urodziny Liama, kiedy Darius przyniósł swojemu synowi zapakowane prezenty, ale wszystkie kartki mówiły, że pochodziły one od Świętego Mikołaja lub… ode mnie.

Skąd wiedział o urodzinach Liama, nie wiedziałam, bo mnie o to nie zapytał.

Nie dał mi też możliwości, żebym ja go o to zapytała.

Przez cały ten czas, podczas tych wszystkich wizyt, ani razu nie spojrzał na syna (to wiedziałam). Nigdy nie prosił, żeby się z nim spotkać, nawet jeśli byłoby to tym, że poszedłby na górę i spojrzał, jak śpi.

I nigdy nie kręcił się wokół nas na tyle, żebyśmy mogli porozmawiać.

Mówił mi, co zamierza zrobić, aby zaopiekować się mną, nami, a potem znikał.

Okej, nie znikał, nie był superbohaterem. Wychodził. Ale on nie robił tego bezceremonialnie i kosztowało wiele wysiłku, aby nie przeciągać tego, a ten wysiłek były moim wysiłkiem, bo on omijał mnie szeroko i szybko wychodził.

Byłam zdezorientowana tym wszystkim.

Toni była tym wszystkim zdezorientowana.

Ale jedyną osobą, która mogła to wyjaśnić, była osoba obecna w moim życiu, w życiu mojego syna, w bardzo realny sposób.

Tyle że nie był.

A na sposób w taki był, nie dał żadnych wyjaśnień.

Przyszło mi do głowy, że prawdopodobnie mogłabym wyśledzić Eddiego i poprosić jego, ale coś mnie powstrzymało.

Nie coś, wiedziałam co to było.

Kochałam Dariusa.

A on czuł, że mógł dać tylko tyle.

A ponieważ go kochałam, pozwalałam mu dać z siebie wszystko, ile tylko mógł, i nie nalegałam na więcej.

Podejrzewałam, że Toni wiedziała, że to robiłam, ale w tym scenariuszu ona kochała mnie. Więc też nie naciskała.

Nawiasem mówiąc, pierwszego dnia każdego miesiąca te pięć tysięcy dolarów wciąż leżało na moim kuchennym blacie, a mój czynsz był opłacany, i to nigdy przeze mnie.

Tak naprawdę miałam dość (właściwie więcej niż wystarczająco), aby wpłacić zaliczkę na dom i rozważałam to, bo Liam w przyszłym roku miał uczęszczać do szkoły – pierwszej klasy prawdziwej szkoły dla dużych chłopców. Musiałam osiedlić się w dobrym dla niego okręgu szkolnym i w domu, na który mógł liczyć.

- Jaki grunt? - Lena pchnęła, wcinając się w moje myśli.

– Po prostu… popytam – powiedziałam słabo.

- Ja też. I Tony’ego też. On zna każdego. Zdobędzie info – dodała Toni.

To uspokoiło Lenę, bo ja nie miałam kogo popytać. Moje życie to była moja praca, moje dziecko, i od czasu do czasu wychodziłam z Toni i/lub Leną, ale zawsze wracałam do domu przed dziewiątą, żeby mama, tata, albo któraś z ciotek czy kuzynów mogła wrócić do domu po opiekowaniu się Liamem.

Toni jednak nie kłamała. Jej mężczyzna znał wszystkich

– Okej, teraz, kiedy mam już dość tego podwójnego uderzenia Eddiego i Lee, hm… czy ktoś poza mną uważa, że to dziwne, że się pojawili? – zapytała Lena.

Znów zerknęłam na Toni we wstecznym lusterku.

- Może Eddie mieszka tu w pobliżu – powiedziała Toni, patrząc w lusterko z poczuciem winy, bo kłamała dla mnie.

– Lee powiedział, że jest w domu na urlopie – dodałam.

- Teraz mam nadzieję, że Michael mnie zdradza, bo na pewno miałam brudne myśli, kiedy spojrzałam na Eddiego, jak mnie złapał – mruknęła Lena.

Ale też kłamała. Była zakochana w Michaelu.

Ja widziałam w nim to samo, co u wielu prawników, którzy rozpatrywali swoje sprawy na sali sądowej, w której pracowałam.

Narcyzm.

Więc miałam nadzieję, że on też ją zdradzał, bo wolałabym, żeby moja młodsza siostra trochę cierpiała po tym, jak zerwałaby ze zdradzającym chłopakiem, niż żeby spędziła całe życie z mężczyzną, który uważał, że jest najważniejszą osobą na świecie, a wszyscy powinni się zgodzić.

- Jestem głodna – oznajmiła Lena - Do Brother’s na kanapkę i piwo?

- Mogłabym zjeść kanapkę z indyka – stwierdziła Toni.

Zawsze mogłabym zjeść kanapkę z indyka.

Skierowałam samochód w stronę My Brother’s Bar.

*****

Wiedziałam, że przyjdzie. Po prostu nie wiedziałam, że przyjdzie tak szybko.

Wieczorem po naszym spotkaniu z Lee i Eddiem, gdy drzwi się otworzyły, siedziałam w szafirowo niebieskim aksamitnym segmencie wypoczynkowym, który kupił nam Darius, w części dziennej mieszkania, z lampką wina i książką.

Coś jeszcze, czego nie wiedziałam i nigdy nie zapytałam, dotyczyło tego, czy miał klucz od znajomego faceta, który kupił mi to mieszkanko, czy też wybierał zamki.

Umierałam z ciekawości.

Bardzo chciałam się dowiedzieć, czy wybierał zamki, kiedy nauczył się, jak to robić.

Umierałam też z ciekawości, jak się czuła jego mama, jego siostry i czy wiedziały o Liamie.

Powinny wiedzieć.

Ale jeśli on nie zdecydował się na ten krok, wiedziałam, że nie chciałby, żebym ja im o tym powiedziała.

Było to jeszcze coś, o czym chciałam z nim porozmawiać, bo pani Dorothea była cudowną kobietą, byłaby wspaniałą babcią i, chociaż mój syn miał już jedną, nie zaszkodziłoby mu mieć dwie.

Właściwie nie sposób było wyliczyć wszystkich rzeczy, które bardzo chciałam wiedzieć o Dariusie Tuckerze.

Ale stawałam się naprawdę dobra w ukrywaniu tego, ile chciałam tego poznać, i ignorowanie tego, że nieznajomość tego oraz brak możliwości zadawania pytań powoli mnie zabijała.

Pokazał się w salonie i wyglądał równie dobrze, a zarazem przerażająco, jak zawsze.

Tym razem trzymał dużą szarą kopertę.

Tak. Wiedziałam, że przyjdzie.

Ponieważ go potrzebowałam.

W tym przypadku Lena go potrzebowała, ale dla niego było to samo.

Spojrzał na mnie, gdy leżałam rozciągnięta na rogówce, a jego ciało zatrzymało się w dziwny, nieruchomy sposób, który zrozumiałam, bo ja trzymałam swoje w ten sam sposób.

Minęły trzy lata.

Trzy lata od tego pocałunku.

Miałam wrażenie, jakby to było wczoraj.

Działo się to za każdym razem, gdy się pojawiał, oboje się wzmacnialiśmy i oboje z tym walczyliśmy.

Walczymy z potrzebą skakania na siebie jak szalone króliczki i bawiliśmy się tak długo, aż nie mogliśmy oddychać.

Pierwszy przerwał ciszę, rzucając kopertę przez salon pod moje bose stopy.

Odłożyłam na bok kieliszek z winem i zakładkę do książki, położyłam ją na kanapie, podniosłam się i sięgnęłam po kopertę.

- Musi go rzucić – powiedział.

Odsunęłam metalowe zatrzaski i wyjęłam zdjęcia.

Kiedy spojrzałam na górne, moja twarz się skrzywiła.

- Fuj! Mogłeś mnie ostrzec – powiedziałam, wrzucając zdjęcia z powrotem do środka, bo teraz widziałam więcej Michaela, nie wspominając o jego lasce-na-boku, niż kiedykolwiek chciałam zobaczyć.

- Upewniliśmy się, żeby nie miała żadnych wątpliwości.

– Świetnie to zrobiliście – mruknęłam.

- Musisz się umawiać na randki.

Moja nieruchomość powróciła, gdy usłyszałam jego słowa. To znaczy, tak się stało, gdy moja głowa odskoczyła do tyłu, żeby na niego spojrzeć.

– Dlaczego się nie umawiasz? – zapytał szorstkim, wymuszonym głosem.

Słyszałam te emocje. Nawet je czułam.

I to mnie wkurzyło.

- Och, rozmawiamy teraz? - Zapytałem ponownie -  Jesteśmy kumplami? Pokazujesz, że możesz oszczędzić mojej siostrze wielu przykrości - Pomachałam kopertą w powietrzu i rzuciłam ją na bok - Dzielimy się informacjami o naszym życiu, a potem znikniesz na kilka miesięcy. Gdzie moje maniery? Masz ochotę na kieliszek wina?

- Przestań - warknął.

Żałowałam, że siedziałam na wypoczynku, bo nawet jeśli było wygodnie, wstawanie z wdziękiem sprawiało ból w tyłku.

Mimo to byłam tak wściekła, że wyczołgałam się, podniosłam się na równe nogi i położyłam ręce na biodrach, ignorując to, co wywołały we mnie piękne, brązowe oczy Dariusa i zapytałam - A ty chodzisz na randki?

Opuścił głowę, ale podniósł rękę skierowaną w moją stronę i powiedział do swoich butów - Spieprzyłem. Przepraszam. Nie moja sprawa.

- Nie jest? – zażądałam wiedzieć - Jak wygląda kanapa, Darius? To miłe, prawda? Liam interesuje się roślinami. Zmusza mnie, żebym pozwoliła mu je podlewać. Muszę za nim podążać…

Podniósł głowę i opuścił rękę.

– Przestań – warknął.

Nie przerwałam tego.

- I błaga, żebym zabrała go do żłobka, żebyśmy mogli kupić więcej, na co mnie stać, biorąc pod uwagę, że tatuś mojego dziecka daje mi trzy razy więcej, niż zarabiam w ciągu…

Nie dokończyłam tym razem, bo w jednej sekundzie był cztery kroki ode mnie.

A w następnej górował nade mną, będąc mi twarzą w twarz.

– Nigdy, kurwa, mnie tak nie nazywaj.

Próbował mnie zastraszyć.

Miałam już dość tego tańca, więc nie miałam zamiaru dać się zastraszyć.

- Dlaczego nie? Tym właśnie jesteś, prawda? Nawet nie prosisz o spotkanie z nim.

- Nie istnieję dla niego.

– Stoisz właśnie tutaj.

- Dla ciebie też nie istnieję.

- Moja kanapa, samochód i konto bankowe mówią co innego.

– Nie będziesz tego chciała i on też nie.

- No cóż, bądź pewien, że nie poddasz się tej pracy. To po prostu inne prace, do których się nie nadajesz.

Widziałam gniew płonący w jego oczach. To było intensywne, palące.

Ale to też mnie nie przestraszyło.

– Jaką pracę chcesz, żebym wykonywał, Malia?

– Ile masz czasu? - Zapytałam – Ponieważ mam listę, a ty możesz zechcieć robić notatki.

Jego głos stał się ciepły, (bardziej) seksowny - Tak jak powiedziałaś, mała, jestem tutaj. Czego potrzebujesz?

A teraz próbował być dupkiem.

Tego też nie kupowałam.

Ale on chciał igrać z ogniem, więc zobaczymy, kto się poparzy.

– Od szesnastego roku życia żaden mężczyzna mnie nie dotykał. Możesz się tym zająć.

Kolejny błysk w jego oczach, zaskoczenie.

I coś innego.

Coś głębokiego.

Zaborczy.

Głodny.

Okej, kurczę.

To ja miałam być tą, która się poparzy.

Miało się okazać, że miałam rację. Po prostu nie miałam pojęcia, jak bardzo chciałam igrać tym ogniem.

Jego ramiona zamknęły się wokół mnie, a jego usta uderzyły w moje i powinnam była to przerwać. Jeśli miał zamiar tu zostać, mieliśmy o wiele więcej rzeczy do omówienia.

Nie przerwałam tego.

Pocałował mnie, a co gorsza, odwzajemniłam pocałunek.

Trzy lata odkąd się pocałowaliśmy.

Nawet dłużej, odkąd posunęliśmy się dalej, ale skoro on był w moim życiu, w moich sprawach, w moim sercu, nie mogłam tego powstrzymać.

Tym razem nie miałam zamiaru się odrywać.

Potrzebowałam tego.

Nie.

Potrzebowałam Dariusa.

Próbowałam pociągnąć go na kanapę.

Opierał się, a strach ogarnął moją duszę, bo przez te kilka ostatnich lat nauczyłam się jednego: kiedy Darius kończył, wybywał.

Ale on powiedział - Nie, mała, nie na kanapie. Nie tym razem, nie nasz pierwszy, odkąd… czy on się obudzi?

- Ma mocny sen.

To było wszystko, co powiedziałam, wszystko, czego potrzebował.

Puścił mnie, ale wziął mnie za rękę i zanim zdążyłam mrugnąć, byliśmy już na schodach.

Byliśmy w mojej ciemnej sypialni, zanim udało mi się zebrać myśli.

A potem znowu mnie pocałował, więc nie myślałam o niczym innym jak tylko o tym.

Może i on był głodny, ale ja umierałam z głodu.

Spragniona jego ciepłej skóry i dotyku dłoni.

Spragniona jego warg na moich, jego języka w moich ustach, tańczącego z moimi. Jego ust na mojej szyi. Ucisku jego ramion wokół mnie.

A potem moja koszula była zdjęta. Jego koszula była zdjęta. On sięgnął po moje dżinsy. Ja sięgnęłam za jego.

Oboje byliśmy tylko w bieliźnie, kiedy pochylił się nade mną i upadłam na plecy na łóżku, a Darius był na mnie.

O rany, dobrze było go czuć.

Mimo to przekręciłam go, żeby zdobyć go więcej.

Obrócił mnie, żeby uzyskać więcej mnie.

Wsunęłam się pod niego, żeby zsunąć majtki.

Przejął kontrolę i puf! zniknęły.

Miło.

Naciskałam na jego bokserki – Teraz ty.

- Zwolnij, kochanie – wymamrotał, trzymając rękę na mojej piersi, kciukiem i palcem wskazującym drażniąc mój sutek, a doznania, które wywołał, rozprzestrzeniły się po całej mojej skórze, kiedy jego usta znajdowały się na mojej szyi.

- Powolność nie wchodzi w grę, Darius – powiedziałam mu.

Jego palce znieruchomiały, podniósł głowę i spojrzał na mnie w ciemności.

- Jesteś pewna? – zapytał, a ja zamknęłam oczy.

Był tam.

Ta czuła słodycz.

Był tam mój Darius.

Wiedziałam.

Wiedziałam, że tam jest.

Otworzyłam oczy i położyłam dłoń na jego policzku – Jestem pewna, Słonko.

- Nie mam żadnych prezerwatyw.

Prawie zaczęłam płakać.

Mam wyobraźnię.

Mężczyzna, który dostawał coś gdzie indziej lub był na to otwarty, gdyby tak się działo, nosiłby prezerwatywy.

To byłam dla niego ja.

I dla mnie to był on.

Wiedziałam wtedy, że podobnie jak ja nie miałam, nie miał nikogo innego.

- Kocham go całą sobą i nigdy nie dokonałabym innego wyboru, ale zaszłam w ciążę w wieku szesnastu lat, kochanie – szepnęłam, uśmiechając się, żeby nie było użądlenia - Biorę pigułki, nawet jeśli nie jestem aktywna.

Zaczął się odsuwać, mrucząc - To błąd.

Chwyciłam się wszystkiego, co miałam do dyspozycji i mocno trzymałam.

- Tak właśnie miało być – poinformowałam go o czymś, co wiedziałam, że musiał wiedzieć – Nie jestem głupia.

– Nie powiedziałem, że jesteś.

- Daj mi dokończyć.

Zamknął usta.

Znów się uśmiechnęłam - Nie kupuje się kanapy dla mamy dziecka.

- Jasne, że tak - mruknął.

- Nie, nie usłyszałeś mnie poprawnie. Ty nie kupujesz kanapy dla mamy dziecka.

Kolejny błysk w oku, ale po tym, jak to się stało, powiedział - Będziesz tego żałowała.

– Zapewniam cię, że… nie… będę.

Zawahał się chwilę.

Ale był Dariusem.

A ja byłam sobą.

Nie odszedł.

Pocałował mnie.

Zsunęłam jego bokserki.

Darius przejął kontrolę.

Nad wszystkim.

Następnie udowodnił, jak bujna jest jego wyobraźnia.

I miałam rację.

Nie żałowałam żadnej cholernej rzeczy.

*****

Leżałam z głową na jego klatce piersiowej.

Darius leżał na plecach. Obejmował mnie ramieniem, a jego palce rysowały przypadkowe wzory na moich plecach.

Milczeliśmy po „tym”.

Ale teraz, kiedy jego palce się zatrzymały, a mięśnie napięły, wiedziałam, co zamierzał zrobić.

- Jeśli mnie zostawisz, będą problemy – ostrzegłam przepyszne wybrzuszenie jego klatki piersiowej.

- Malia…

Podniosłam głowę i spojrzałam na niego - Nie odchodź.

- Kurwa – mruknął, położył dłoń na mojej twarzy, przesunął ją z powrotem, owinął ją wokół mojej głowy i przyciągnął moje czoło do swojego, po czym warknął - Kurwa.

Miałam ochotę wyskoczyć z łóżka i odtańczyć taniec zwycięstwa.

Bo to oznaczało, że nie tylko nie chciał odejść, ale też nie odchodził.

Byliśmy tacy… totalnie… jacy mieliśmy być.

A poważnie, kiedyś doprowadzał mnie do orgazmu, ale zwykle ustami lub palcami.

Ale synchronizacja, w którą właśnie weszliśmy, sprawiła, że powolne spalanie, które przeżyliśmy, było tego warte.

I tak, wiedziałam, co mówię.

Sześć lat czekania.

Całkowicie…

Warto było!

Rozluźnił rękę, żebym mogła cofnąć się o cal, ale tylko o cal. Wywierał wystarczającą presję, więc nie mogłam odsunąć się zbyt daleko.

– Nie chcę, żeby mnie widział.

Pod koniec moje zwycięskie okrążenie zgasił plusk zimnej wody.

- Dlaczego? - Wyszeptałam, nie mogąc ukryć bólu, jaki ciążył na tym słowie.

Przekręcił nas tak, że leżałam na plecach, on był przyciśnięty do mojego boku, ale nasze twarze wciąż były blisko siebie.

- To nie jest bezpieczne – powiedział.

Otworzyłam usta, ale jego palec spoczął na moich ustach.

– Cicho – szepnął - Wysłuchaj mnie. Proszę.

Zamknęłam usta.

- To… nie mogę… - Wziął głęboki oddech - Nie potrafię wyjaśnić, jak trudno jest być tak blisko niego i nie...

Ujęłam jego twarz w dłonie i wyszeptałam - Słonko.

- To gówno, które zrobiłem ze swojego życia…

- Możemy…

- Mała, pozwól mi to z siebie wyrzucić.

Znów się zamknęłam.

- Gdyby ktoś o nim wiedział. O tobie. Mogliby mnie skrzywdzić. Przez ciebie. I nie obchodzi mnie krzywdzenie mnie, chyba że skrzywdziłoby to ciebie.

- W czymkolwiek tkwisz, wyciągniemy cię z tego – powiedziałam.

To znaczy, był tym „złym kolesiem”, ale mogłeś po prostu przestać być złym kolesiem. Inni ludzie odmienili swoje życie. Nie wyobrażałam sobie, że będzie to łatwe, ale nie było tak, że nie miałby wsparcia. Miałby mnie. Moją rodzinę. Jego rodzinę. Eddiego i Lee.

- Teraz tkwię w… - zaczął.

- Okej, więc…

– I nie mogę się wydostać, kiedy ona wciąż tam tkwi.

Ona?

Kim ona była?

– Ona?

– Ciocia Shirleen.

– Panna Shirleen? – zapytałam zszokowana.

Nie mogę powiedzieć, że znałam jego ciotkę tak dobrze jak jego mamę, ale ona była w pobliżu. Była zabawna. Ściskała mnie mocno. Chociaż wydawała się… odsunięta. Jakby była odizolowana, nawet gdy była z ludźmi, którzy ją kochali.

I nigdy do końca nie rozumiałam, biorąc pod uwagę, jak kochająca i słodka była jego rodzina, dlaczego zawsze wydawała się taka smutna.

- To on. On mnie w to wciągnął. On ją w to wciągnął. A on nie jest… miły dla niej.

Moje mięśnie się napięły - On nie jest miły? Kto to?

- Leon.

– Twój wujek Leon?

Leon był mężem Shirleen. Spotkałam go raz.

Wciąż pokazywał szerokie uśmiechy i wielkie gesty. Wywoływał u mnie ciarki.

Darius skinął głową - Dzięki temu, że jestem w pobliżu, zdarza się to rzadziej. Ale to się nadal zdarza. Jeśli wyjdę, będzie tak jak dawniej. Przez cały czas.

– W takim razie oboje wyjdźcie.

- Ona nie może.

- Dlaczego nie?

– Kurwa – szepnął - Uwielbiam to, że możesz zadać to pytanie i jest to prawdziwe pytanie, bo nie wiesz, jak głęboko jest to gówno, jak cię wciąga, dopóki nie poczujesz się wyczerpany i nie możesz już oddychać.

Serce biło mi tak mocno, że musiał to poczuć – Darius, przerażasz mnie.

- Dobrze, załapiesz to, kiedy powiem: daję ci dzisiejszy wieczór. Dzisiaj wieczorem udajemy. A potem, tak jak to zawsze robiłem, zrobię, co w mojej mocy, żeby się wami zaopiekować. To nie może się jednak powtórzyć. Leon o tobie nie wie i nie może wiedzieć. Nikt nie może wiedzieć. Im więcej ludzi o tym wie, tym bardziej jest to niebezpieczne, ponieważ on jest typem faceta, który rozgryza w punkt, na czym tobie zależy, żeby cię tym przycisnąć. Zrobił to ze mną, żeby utrzymać Shirleen w ryzach. Zrobi to tobie i Liamowi bez mrugnięcia okiem.

Po raz pierwszy wypowiedział na głos imię naszego syna.

- Jeśli Liam cię spotka, to nie tak, że będzie mógł powiedzieć temu facetowi – zauważyłam.

- Mała… – powiedział cicho – nie rozumiesz? Pomyśl o tym. Nie masz go, ale, chociaż wiesz, że istnieje, nie możesz być prawdziwą częścią jego życia. Jeśli spojrzę jeden raz, wiem, że przepadnę. Nie będę mógł odejść. Ale to, co robię, w co się wpakowałem, nie wydostajesz się z tego. Nie wyjdziesz bez płacenia w ten czy inny sposób. A opłata za to jest wysoka. Nie pozwolę Shirleen zapłacić. Tobie płacić. Naszemu chłopcu płacić. A ja nie mogę tego zrobić, więc nie mogę dać wam obojgu tego, co potrzebujecie. Nie mam wyboru. Muszę zostać.

– Na zawsze?

- Nie wiem. A dziś w nocy będziemy udawać. Nie rozmawiamy o tym teraz.

- Darius…

Tym razem położył całą rękę na moich ustach i powiedział - Wykoleiłaś swoje życie, aby dać naszego syna temu światu. To jest poświęcenie, którego dokonałaś. Spieprzyłem. To jest poświęcenie, którego ja muszę dokonać. I musisz mi zaufać, Malia. Czuję, że wiesz, że gdybym mógł, nie byłbym nigdzie indziej, tylko tutaj. Ale nie mogę. Musisz zaufać, że istnieją ku temu powody. Bo to mnie dobija, a jeśli położysz presję, mała, ulegnę. I wiem, co to może oznaczać, skoro ledwo mogę przeżyć, będąc z dala od was dwojga, więc nie każ mi z tym żyć.

Objęłam palcami jego dłoń, odsunęłam ją i powiedziałam – Okej.

Jego ulga była tak wielka, że natychmiast schował twarz w mojej szyi i wypuścił ciężko powietrze.

Odwróciłam się do niego i wzięłam go w ramiona.

Bo mogłabym się zgodzić.

A on mógłby myśleć, że udajemy.

Ale ja znałam prawdę, bo moja mama powiedziała mi tę prawdę sześć lat temu.

Musiałam po prostu dorosnąć i nauczyć się, jak to robić.

Nie presja.

Cierpliwość.

Inaczej mówiąc, wynik był taki…

Musiałam zaopiekować się moim mężczyzną.

*****

Obudziłam się, gdy łóżko przy moim boku obniżyło się.

Otworzyłam oczy i zobaczyłam Dariusa, całkowicie ubranego, siedzącego obok mnie.

Był wczesny świt.

– Wychodzisz – wymamrotałam, nie zadając sobie trudu ukrywania, że nie jestem z tego powodu zadowolona.

Przejechał kłykciami po moim policzku – Tak, ale nie wyjdę, zanim porozmawiamy o czymś, o czym powinniśmy byli porozmawiać wczoraj wieczorem.

Wczorajsza rozmowa nie należała do przyjemnych.

Na szczęście, kiedy już pogodziłam się z tym, co musiałam zrobić, odwróciłam jego uwagę, całując go, co doprowadziło do nowej rundy orgazmów dla nas obojga.

Ale wtedy znacznie mniej się spieszyliśmy, więc trwało to dłużej i złamaliśmy pieczęć, więc ostatecznie nasze kulminacje były mniej intensywne, ale to nie znaczyło, że nie sięgały głębi duszy.

A przynajmniej moje sięgały. Ale sposób, w jaki Darius na mnie patrzył, kiedy doszedł do siebie, dawał tylko przypuszczenia, ale myślałam, że on czuł to samo.

Uniosłam się na przedramieniu, drugą ręką przytrzymując kołdrę na piersiach.

- Czy muszę umyć zęby i wypić kawę przed tą rozmową? - Zapytałam.

- Nie, bo powiem ci, żebyś już więcej nie robiła głupich rzeczy z siostrą, a ty pokiwasz głową i powiesz: „Tak, Darius. To była jednorazowa sprawa, kochanie. Nie musisz się już martwić, że zrobię głupie rzeczy z Leną lub Toni.”

O rany.

Widziałam, że stało przede mną wyzwanie, bo nie minęło nawet dwanaście godzin, a moja cierpliwość do mojego mężczyzny słabła.

- Myślę, że się pomyliłeś. Potrzebuję kawy. Albo przynajmniej mieć pusty kubek w dłoni, którym mogłabym w ciebie rzucić.

Uśmiechnął się szeroko i biało, aż zabrakło mi tchu.

Boże, zapomniałam, jaki był zabójczo piękny, kiedy się uśmiechał.

Następnie pochylił się i dotknął moich ust swoimi.

Kiedy się odsunął, już się nie uśmiechał.

- Michael to zawodnik niskiego poziomu. Jest też ambitny. Zadbam o niego. Możesz jej pokazać zdjęcia, ale nie rób już nic głupiego. Gdyby Lena zajrzała do jego okien, mogłaby zobaczyć, jak wciągał kokę. A to by mu się nie spodobało. Łapiesz mnie?

– Tak – westchnęłam.

– Tak – zgodził się – Więc mnie rozumiesz?

Skinęłam głową.

- Potrzebujesz czegoś? – zapytał.

Myślałam o trzecim orgazmie, ale zapytałam - Jak czego?

- Ubrania, buty dla ciebie? To samo lub zabawki dla chłopca? Czesne za twój ostatni rok studiów?

Nadeszła moja kolej na uśmiech - Myślę, że jesteśmy zabezpieczeni.

– Mm… – mruknął, a ja miałam wrażenie, że wiem, co to znaczy.

– Wszystko mamy, Darius.

- Świetnie, mała. Muszę iść, zanim wstanie.

Naprawdę, naprawdę, naprawdę chciałam go zachęcić, żeby wsunął głowę i przynajmniej przez chwilę patrzył, jak Liam śpi. Był uroczy, kiedy spał. Chociaż trzeba było przyznać, że był całkiem uroczy, kiedy nie spał.

Ale rozumiałam. Gdybym tylko raz spojrzała na naszego chłopca, też nie byłabym w stanie trzymać się z daleka.

Cierpliwość.

- Okej.

– Później – powiedział.

O tak, będzie jakieś później.

Uśmiechnęłam się.

Kocham cię, pomyślałam, ale nie powiedziałam tego.

I tak to wiedział. Wiedziałam o tym, kiedy się zbliżył i ponownie dotknął ustami moich ust.

Ale on był ode mnie dużo silniejszy.

Zostawił to tak.

A potem mnie zostawił.

*****

Swoją drogą, miałam rację w swoich wcześniejszych przemyśleniach.

W mojej kopercie na pierwszy dzień miesiąca nie było pięciu tysięcy.

Było ich siedem.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz