Rozdział 4
Tak miało być
Rockowe laski - retrospekcja
Nadal jakiś czas temu, ale teraz nawet
mniej…
- Okej, czy robienie szalonych,
głupich rzeczy jest obowiązkiem całej waszej rodziny? – zapytała Toni.
- Ciśś! - uciszyła ją moja siostra
Lena.
Patrzyła przez lornetkę.
Toni siedziała na środku tylnego
siedzenia mojego samochodu. Ja siedziałam na miejscu kierowcy. Lena po stronie
pasażera.
A Lena szpiegowała swojego chłopaka,
który, jak była pewna, ją zdradzał.
Zaparkowałyśmy po drugiej stronie
ulicy od jego miejsca, więc lornetka okazała się przesadą.
Odłożyła
ją, odwróciła się do mnie i oświadczyła - Idę, żeby przyjrzeć się bliżej.
Osłaniaj mnie.
Otworzyłam
usta, żeby ją zatrzymać, ale zdążyła już wyjść.
- Osłaniać
ją? – zapytała Toni.
Uśmiechnęłam
się, starając się nie roześmiać, bo to nie było zabawne, niezupełnie.
I nie działo
się tak dlatego, że byłam całkiem pewna, że moja siostra miała rację.
Michael
ją zdradzał. Koleś był zmienny jak diabli.
Ale
nadal.
Patrzyłyśmy,
jak Lena przechodziła na palcach przez ulicę, rozglądając się we wszystkie
strony, a jej długie warkocze powiewały na plecach (co sprawiło, że zaczęłam
się zastanawiać, czy powinnam umówić się na wizytę w salonie, bo te warkocze na
niej dobrze wyglądały), co tak wyraźnie wskazywało, że była gdzieś, gdzie nie
powinna być, robiąc coś, czego nie powinna robić w biały dzień, nie było mi już
do śmiechu.
Zamiast
tego jęknęłam.
- Jest
w tym okropna – stwierdziłam coś oczywistego.
- Jedna
z nas powinna ją powstrzymać – zauważyła Toni.
Miała
rację.
- A tym
kimś nie będę ja – ciągnęła Toni.
Uch.
Zaczęłam
otwierać drzwi, żeby iść po siostrę, ale znieruchomiałam, gdy Toni mruknęła - Jasna
cholera.
Cholera,
miała rację.
Działo
się tak, bo nie wiadomo skąd pojawili się Eddie Chavez i Lee Nightingale.
Lee
kierował się do mojego samochodu.
Eddie
wyruszył za Leną.
- O
rany, ten facet dorósł dobrze – oświadczyła Toni, nie spuszczając wzroku z
mojej przedniej szyby - Obaj mają się dobrze. Ale skoro ja już dorosłam,
zrozumiałam, że Eddie ma się dobrze, a teraz widzę to samo u Lee, mogę
powiedzieć, że ta dwójka razem jest zbyt w porządku. Być może nie będę w stanie
sobie z tym poradzić. I mam doświadczenie z dobrym, bo Tony jest teraz w domu i
czeka na telefon, aby wyciągnąć mnie z więzienia za kaucją. Powiedział, że
lepiej będzie, jeśli podciągnę to za wykroczenie, bo nie zastawi naszego nowego
płaskiego ekranu za waszą głupotę.
Lee
zastukał knykciami w moje okno, a kiedy nacisnęłam przełącznik, żeby je
opuścić, pochylił się i spojrzał na mnie.
I, hm… tak.
Był
przystojnym dzieciakiem.
Ale
teraz był w porządku.
– Hej,
Lee – przywitałam się - Dawno się nie widzieliśmy. Jesteś w domu na urlopie?
– Tak –
mruknął.
- Hej,
Lee. Dobrze wyglądasz – przywitała się Toni, wpychając się między siedzenia, żeby
spojrzeć na mnie i na Lee.
- Toni
– odpowiedział, a jego usta wykrzywiły się w cieniu słynnego uśmiechu Liama
Nightingale’a. Potem, bez dalszych ceregieli, spoważniał i powiedział - Eddie
wsadzi Lenę do samochodu i wy trzy spierdalajcie stąd.
Zauważyłam,
że jego mowa nie została oczyszczona od naszego spotkania.
I nadal
był gorący.
- Jasne,
jasne, dobrze – wybełkotałam.
- Ona uważa,
że mężczyzna ją zdradza - Toni powiedziała Lee.
Straciłam
widok jego twarzy, kiedy spojrzał ponad dachem mojego samochodu.
Wrócił
do okna, gdy usłyszałam, jak drzwi obok mnie się otwierają, a samochód
podskoczył, gdy tyłek Leny uderzył o siedzenie pasażera.
Drzwi
ponownie się zamknęły.
Lee
unieruchomił mnie wzrokiem.
– Jedź
do domu – rozkazał.
Skinęłam
głową, bo powiedział dwa słowa, ale inne słowa pozostały niewypowiedziane. Skąd
to wiedziałam, nie mogę ci powiedzieć. Po prostu wiedziałam.
Zniknął
z okna. Słyszałam, jak jego kłykcie uderzają w dach, kiedy przypominał w stylu macho,
żeby się stamtąd wydostała. Nacisnęłam przycisk zamykający szybę, odpaliłam
samochód i ruszyłyśmy.
To był
cud, że nie wjechałam w żadne samochody, biorąc pod uwagę, że moje oczy były
utkwione w lusterku wstecznym i obserwowałam, jak Eddie przechodził przez moje
teraz wolne miejsce parkingowe, by dołączyć do Lee na krawężniku i obaj patrzyli,
jak odjeżdżałyśmy.
Toni
miała rację.
To było
zbyt w porządku.
- Widziałaś
to? - Głos Leny był zachrypnięty.
- Och,
dobrze to widziałam – odpowiedziała Toni.
- Eddie
był słodziakiem w liceum – zaczęła Lena, a ja prychnęłam, bo „słodzik” nie było
tym, czym kiedykolwiek opisałabym Eddiego Chaveza.
Mały rekin
był uroczy, ale nadal był rekinem.
- Ale… wow – Lena skończyła.
- Masz tak
bardzo rację, siostro – zgodziła się
Toni.
- Był
taki wow, a Lee był taki, och rany, że zapomniałam, co robiłam –
powiedziała Lena.
Całkowicie
to widziałam.
- I
teraz nie wiem, czy Michael był z dziewczyną, czy nie – podsumowała.
- Pozwól
mi zbadać grunt – powiedziałam.
- Jaki
grunt? – zapytała Lena.
Mój
wzrok odnalazł wzrok Toni w lusterku wstecznym.
Wiedziała.
Ale nie
powiedziałam o tym mojej siostrze.
Gdyby
Lena dowiedziała się, że mam przed nią tajemnicę, byłaby wkurzona, ale bardziej
zraniona.
Po
prostu… nie mogłam jej powiedzieć. Nie mogłam powiedzieć nikomu poza Toni.
I nie
byłam nawet pewna, czy powinnam była powiedzieć Toni, ale musiałam to komuś
powiedzieć i ufałam jej, że nie zrobi niczego, czego nie zechcę, na przykład
nie powie rodzicom, Lenie albo, że nie pokłóci się z kimś, kto by tego nie
docenił.
To
fakt, że minęły trzy lata, odkąd Liam i ja wróciliśmy z Fort Collins, i w tym
czasie nie było to nawykiem, ale zdarzało się to nierzadko, a także fakt, że
Eddie i Lee pojawili się, kiedy brałam się zrobienie czegoś głupiego z moją
siostrą, nie był niespodzianką.
Ponieważ,
po pierwsze, Darius Tucker miał na mnie oko.
A po
drugie, zawsze Darius Tucker znalazł powód, aby mnie odwiedzić.
To było
zawsze w nocy, kiedy Liam spał, i zawsze wtedy, gdy go potrzebowaliśmy.
Jak
wtedy, gdy ktoś wjechał w mój samochód na parkingu sklepu spożywczego i nie
zostawił żadnej notatki. Tak więc, żebym nie musiała ubiegać się o to z mojego
ubezpieczenia, Darius przyjechał tego samego wieczoru oddzielnym samochodem, a
mój samochód został zabrany i przywieziony z powrotem, nie tylko naprawiony,
ale i podrasowany.
I
wtedy, kiedy Toni i Tony zamieszkali razem i szukali nowej kanapy, poszłam z
nią, żeby ją obejrzeć, i wznosiłam ochy i achy na widok mebli. Darius był u
mnie późnym wieczorem i powiedział, że dostanę przesyłkę za trzy dni i ktoś
musi być w moim domu między południem a czwartą, aby ją odebrać.
To „to”
to zupełnie nowe meble do salonu, wszystkie elementy, nad którymi najbardziej zachwycałam
się i wykrzykiwałam.
Tak
więc na śmietnik poszły zbutwiałe, używane meble, które wyłudziłam od krewnych
i przyjaciół, a zastąpiły je eleganckie, drogie rzeczy, na które prawdopodobnie
byłoby mnie stać dopiero, gdy Liam kończyłby studia.
Tydzień
później wrócił, dzieląc się, że ktoś musiał być w pobliżu przy kolejnej
dostawie, a tą był nasz telewizor z płaskim ekranem.
Oczywiście
były trzy Święta Bożego Narodzenia i trzy urodziny Liama, kiedy Darius
przyniósł swojemu synowi zapakowane prezenty, ale wszystkie kartki mówiły, że
pochodziły one od Świętego Mikołaja lub… ode mnie.
Skąd
wiedział o urodzinach Liama, nie wiedziałam, bo mnie o to nie zapytał.
Nie dał
mi też możliwości, żebym ja go o to zapytała.
Przez
cały ten czas, podczas tych wszystkich wizyt, ani razu nie spojrzał na syna (to
wiedziałam). Nigdy nie prosił, żeby się z nim spotkać, nawet jeśli byłoby to
tym, że poszedłby na górę i spojrzał, jak śpi.
I nigdy
nie kręcił się wokół nas na tyle, żebyśmy mogli porozmawiać.
Mówił mi,
co zamierza zrobić, aby zaopiekować się mną, nami, a potem znikał.
Okej,
nie znikał, nie był superbohaterem. Wychodził. Ale on nie robił tego bezceremonialnie
i kosztowało wiele wysiłku, aby nie przeciągać tego, a ten wysiłek były moim wysiłkiem, bo on omijał mnie
szeroko i szybko wychodził.
Byłam
zdezorientowana tym wszystkim.
Toni
była tym wszystkim zdezorientowana.
Ale
jedyną osobą, która mogła to wyjaśnić, była osoba obecna w moim życiu, w życiu
mojego syna, w bardzo realny sposób.
Tyle że
nie był.
A na
sposób w taki był, nie dał żadnych wyjaśnień.
Przyszło
mi do głowy, że prawdopodobnie mogłabym wyśledzić Eddiego i poprosić jego, ale
coś mnie powstrzymało.
Nie
coś, wiedziałam co to było.
Kochałam
Dariusa.
A on czuł,
że mógł dać tylko tyle.
A
ponieważ go kochałam, pozwalałam mu dać z siebie wszystko, ile tylko mógł, i
nie nalegałam na więcej.
Podejrzewałam,
że Toni wiedziała, że to robiłam, ale w tym scenariuszu ona kochała mnie. Więc
też nie naciskała.
Nawiasem
mówiąc, pierwszego dnia każdego miesiąca te pięć tysięcy dolarów wciąż leżało
na moim kuchennym blacie, a mój czynsz był opłacany, i to nigdy przeze mnie.
Tak
naprawdę miałam dość (właściwie więcej niż wystarczająco), aby wpłacić zaliczkę
na dom i rozważałam to, bo Liam w przyszłym roku miał uczęszczać do szkoły –
pierwszej klasy prawdziwej szkoły dla dużych chłopców. Musiałam osiedlić się w
dobrym dla niego okręgu szkolnym i w domu, na który mógł liczyć.
- Jaki
grunt? - Lena pchnęła, wcinając się w moje myśli.
– Po
prostu… popytam – powiedziałam słabo.
- Ja
też. I Tony’ego też. On zna każdego. Zdobędzie info – dodała Toni.
To
uspokoiło Lenę, bo ja nie miałam kogo popytać. Moje życie to była moja praca,
moje dziecko, i od czasu do czasu wychodziłam z Toni i/lub Leną, ale zawsze
wracałam do domu przed dziewiątą, żeby mama, tata, albo któraś z ciotek czy
kuzynów mogła wrócić do domu po opiekowaniu się Liamem.
Toni
jednak nie kłamała. Jej mężczyzna znał wszystkich
– Okej,
teraz, kiedy mam już dość tego podwójnego uderzenia Eddiego i Lee, hm… czy ktoś
poza mną uważa, że to dziwne, że się pojawili? – zapytała Lena.
Znów zerknęłam
na Toni we wstecznym lusterku.
- Może
Eddie mieszka tu w pobliżu – powiedziała Toni, patrząc w lusterko z poczuciem
winy, bo kłamała dla mnie.
– Lee
powiedział, że jest w domu na urlopie – dodałam.
- Teraz
mam nadzieję, że Michael mnie zdradza, bo na pewno miałam brudne myśli, kiedy
spojrzałam na Eddiego, jak mnie złapał – mruknęła Lena.
Ale też
kłamała. Była zakochana w Michaelu.
Ja widziałam
w nim to samo, co u wielu prawników, którzy rozpatrywali swoje sprawy na sali
sądowej, w której pracowałam.
Narcyzm.
Więc
miałam nadzieję, że on też ją zdradzał, bo wolałabym, żeby moja młodsza siostra
trochę cierpiała po tym, jak zerwałaby ze zdradzającym chłopakiem, niż żeby spędziła
całe życie z mężczyzną, który uważał, że jest najważniejszą osobą na świecie, a
wszyscy powinni się zgodzić.
- Jestem
głodna – oznajmiła Lena - Do Brother’s na kanapkę i piwo?
- Mogłabym
zjeść kanapkę z indyka – stwierdziła Toni.
Zawsze
mogłabym zjeść kanapkę z indyka.
Skierowałam
samochód w stronę My Brother’s Bar.
*****
Wiedziałam,
że przyjdzie. Po prostu nie wiedziałam, że przyjdzie tak szybko.
Wieczorem
po naszym spotkaniu z Lee i Eddiem, gdy drzwi się otworzyły, siedziałam w
szafirowo niebieskim aksamitnym segmencie wypoczynkowym, który kupił nam
Darius, w części dziennej mieszkania, z lampką wina i książką.
Coś
jeszcze, czego nie wiedziałam i nigdy nie zapytałam, dotyczyło tego, czy miał
klucz od znajomego faceta, który kupił mi to mieszkanko, czy też wybierał
zamki.
Umierałam
z ciekawości.
Bardzo
chciałam się dowiedzieć, czy wybierał zamki, kiedy nauczył się, jak to robić.
Umierałam
też z ciekawości, jak się czuła jego mama, jego siostry i czy wiedziały o
Liamie.
Powinny
wiedzieć.
Ale
jeśli on nie zdecydował się na ten krok, wiedziałam, że nie chciałby, żebym ja
im o tym powiedziała.
Było to
jeszcze coś, o czym chciałam z nim porozmawiać, bo pani Dorothea była cudowną
kobietą, byłaby wspaniałą babcią i, chociaż mój syn miał już jedną, nie
zaszkodziłoby mu mieć dwie.
Właściwie
nie sposób było wyliczyć wszystkich rzeczy, które bardzo chciałam wiedzieć o
Dariusie Tuckerze.
Ale
stawałam się naprawdę dobra w ukrywaniu tego, ile chciałam tego poznać, i
ignorowanie tego, że nieznajomość tego oraz brak możliwości zadawania pytań
powoli mnie zabijała.
Pokazał
się w salonie i wyglądał równie dobrze, a zarazem przerażająco, jak zawsze.
Tym
razem trzymał dużą szarą kopertę.
Tak.
Wiedziałam, że przyjdzie.
Ponieważ
go potrzebowałam.
W tym
przypadku Lena go potrzebowała, ale dla niego było to samo.
Spojrzał
na mnie, gdy leżałam rozciągnięta na rogówce, a jego ciało zatrzymało się w
dziwny, nieruchomy sposób, który zrozumiałam, bo ja trzymałam swoje w ten sam
sposób.
Minęły
trzy lata.
Trzy
lata od tego pocałunku.
Miałam
wrażenie, jakby to było wczoraj.
Działo
się to za każdym razem, gdy się pojawiał, oboje się wzmacnialiśmy i oboje z tym
walczyliśmy.
Walczymy
z potrzebą skakania na siebie jak szalone króliczki i bawiliśmy się tak długo,
aż nie mogliśmy oddychać.
Pierwszy
przerwał ciszę, rzucając kopertę przez salon pod moje bose stopy.
Odłożyłam
na bok kieliszek z winem i zakładkę do książki, położyłam ją na kanapie,
podniosłam się i sięgnęłam po kopertę.
- Musi
go rzucić – powiedział.
Odsunęłam
metalowe zatrzaski i wyjęłam zdjęcia.
Kiedy
spojrzałam na górne, moja twarz się skrzywiła.
- Fuj!
Mogłeś mnie ostrzec – powiedziałam, wrzucając zdjęcia z powrotem do środka, bo
teraz widziałam więcej Michaela, nie wspominając o jego lasce-na-boku, niż
kiedykolwiek chciałam zobaczyć.
- Upewniliśmy
się, żeby nie miała żadnych wątpliwości.
–
Świetnie to zrobiliście – mruknęłam.
- Musisz
się umawiać na randki.
Moja nieruchomość
powróciła, gdy usłyszałam jego słowa. To znaczy, tak się stało, gdy moja głowa
odskoczyła do tyłu, żeby na niego spojrzeć.
–
Dlaczego się nie umawiasz? – zapytał szorstkim, wymuszonym głosem.
Słyszałam
te emocje. Nawet je czułam.
I to
mnie wkurzyło.
- Och,
rozmawiamy teraz? - Zapytałem ponownie - Jesteśmy kumplami? Pokazujesz, że możesz
oszczędzić mojej siostrze wielu przykrości - Pomachałam kopertą w powietrzu i
rzuciłam ją na bok - Dzielimy się informacjami o naszym życiu, a potem znikniesz
na kilka miesięcy. Gdzie moje maniery? Masz ochotę na kieliszek wina?
-
Przestań - warknął.
Żałowałam,
że siedziałam na wypoczynku, bo nawet jeśli było wygodnie, wstawanie z
wdziękiem sprawiało ból w tyłku.
Mimo to
byłam tak wściekła, że wyczołgałam się, podniosłam się na równe nogi i
położyłam ręce na biodrach, ignorując to, co wywołały we mnie piękne, brązowe
oczy Dariusa i zapytałam - A ty
chodzisz na randki?
Opuścił
głowę, ale podniósł rękę skierowaną w moją stronę i powiedział do swoich butów
- Spieprzyłem. Przepraszam. Nie moja sprawa.
- Nie
jest? – zażądałam wiedzieć - Jak wygląda kanapa, Darius? To miłe, prawda? Liam
interesuje się roślinami. Zmusza mnie, żebym pozwoliła mu je podlewać. Muszę za
nim podążać…
Podniósł
głowę i opuścił rękę.
–
Przestań – warknął.
Nie
przerwałam tego.
- I
błaga, żebym zabrała go do żłobka, żebyśmy mogli kupić więcej, na co mnie stać,
biorąc pod uwagę, że tatuś mojego dziecka daje mi trzy razy więcej, niż
zarabiam w ciągu…
Nie
dokończyłam tym razem, bo w jednej sekundzie był cztery kroki ode mnie.
A w
następnej górował nade mną, będąc mi twarzą w twarz.
–
Nigdy, kurwa, mnie tak nie nazywaj.
Próbował
mnie zastraszyć.
Miałam
już dość tego tańca, więc nie miałam zamiaru dać się zastraszyć.
- Dlaczego
nie? Tym właśnie jesteś, prawda? Nawet nie prosisz o spotkanie z nim.
- Nie
istnieję dla niego.
–
Stoisz właśnie tutaj.
- Dla
ciebie też nie istnieję.
- Moja
kanapa, samochód i konto bankowe mówią co innego.
– Nie
będziesz tego chciała i on też nie.
- No
cóż, bądź pewien, że nie poddasz się tej pracy. To po prostu inne prace, do
których się nie nadajesz.
Widziałam
gniew płonący w jego oczach. To było intensywne, palące.
Ale to
też mnie nie przestraszyło.
– Jaką
pracę chcesz, żebym wykonywał, Malia?
– Ile
masz czasu? - Zapytałam – Ponieważ mam listę, a ty możesz zechcieć robić
notatki.
Jego
głos stał się ciepły, (bardziej) seksowny - Tak jak powiedziałaś, mała, jestem
tutaj. Czego potrzebujesz?
A teraz
próbował być dupkiem.
Tego
też nie kupowałam.
Ale on
chciał igrać z ogniem, więc zobaczymy, kto się poparzy.
– Od
szesnastego roku życia żaden mężczyzna mnie nie dotykał. Możesz się tym zająć.
Kolejny
błysk w jego oczach, zaskoczenie.
I coś
innego.
Coś
głębokiego.
Zaborczy.
Głodny.
Okej,
kurczę.
To ja
miałam być tą, która się poparzy.
Miało
się okazać, że miałam rację. Po prostu nie miałam pojęcia, jak bardzo chciałam igrać
tym ogniem.
Jego
ramiona zamknęły się wokół mnie, a jego usta uderzyły w moje i powinnam była to
przerwać. Jeśli miał zamiar tu zostać, mieliśmy o wiele więcej rzeczy do
omówienia.
Nie
przerwałam tego.
Pocałował
mnie, a co gorsza, odwzajemniłam pocałunek.
Trzy
lata odkąd się pocałowaliśmy.
Nawet
dłużej, odkąd posunęliśmy się dalej, ale skoro on był w moim życiu, w moich
sprawach, w moim sercu, nie mogłam tego powstrzymać.
Tym
razem nie miałam zamiaru się odrywać.
Potrzebowałam
tego.
Nie.
Potrzebowałam
Dariusa.
Próbowałam
pociągnąć go na kanapę.
Opierał
się, a strach ogarnął moją duszę, bo przez te kilka ostatnich lat nauczyłam się
jednego: kiedy Darius kończył, wybywał.
Ale on
powiedział - Nie, mała, nie na kanapie. Nie tym razem, nie nasz pierwszy,
odkąd… czy on się obudzi?
- Ma
mocny sen.
To było
wszystko, co powiedziałam, wszystko, czego potrzebował.
Puścił
mnie, ale wziął mnie za rękę i zanim zdążyłam mrugnąć, byliśmy już na schodach.
Byliśmy
w mojej ciemnej sypialni, zanim udało mi się zebrać myśli.
A potem
znowu mnie pocałował, więc nie myślałam o niczym innym jak tylko o tym.
Może i on
był głodny, ale ja umierałam z głodu.
Spragniona
jego ciepłej skóry i dotyku dłoni.
Spragniona
jego warg na moich, jego języka w moich ustach, tańczącego z moimi. Jego ust na
mojej szyi. Ucisku jego ramion wokół mnie.
A potem
moja koszula była zdjęta. Jego koszula była zdjęta. On sięgnął po moje dżinsy. Ja
sięgnęłam za jego.
Oboje
byliśmy tylko w bieliźnie, kiedy pochylił się nade mną i upadłam na plecy na
łóżku, a Darius był na mnie.
O rany,
dobrze było go czuć.
Mimo to
przekręciłam go, żeby zdobyć go więcej.
Obrócił
mnie, żeby uzyskać więcej mnie.
Wsunęłam
się pod niego, żeby zsunąć majtki.
Przejął
kontrolę i puf! zniknęły.
Miło.
Naciskałam
na jego bokserki – Teraz ty.
- Zwolnij,
kochanie – wymamrotał, trzymając rękę na mojej piersi, kciukiem i palcem
wskazującym drażniąc mój sutek, a doznania, które wywołał, rozprzestrzeniły się
po całej mojej skórze, kiedy jego usta znajdowały się na mojej szyi.
- Powolność
nie wchodzi w grę, Darius – powiedziałam mu.
Jego
palce znieruchomiały, podniósł głowę i spojrzał na mnie w ciemności.
- Jesteś
pewna? – zapytał, a ja zamknęłam oczy.
Był
tam.
Ta
czuła słodycz.
Był tam
mój Darius.
Wiedziałam.
Wiedziałam,
że tam jest.
Otworzyłam
oczy i położyłam dłoń na jego policzku – Jestem pewna, Słonko.
- Nie
mam żadnych prezerwatyw.
Prawie
zaczęłam płakać.
Mam wyobraźnię.
Mężczyzna,
który dostawał coś gdzie indziej lub był na to otwarty, gdyby tak się działo,
nosiłby prezerwatywy.
To
byłam dla niego ja.
I dla
mnie to był on.
Wiedziałam
wtedy, że podobnie jak ja nie miałam, nie miał nikogo innego.
- Kocham
go całą sobą i nigdy nie dokonałabym innego wyboru, ale zaszłam w ciążę w wieku
szesnastu lat, kochanie – szepnęłam, uśmiechając się, żeby nie było użądlenia -
Biorę pigułki, nawet jeśli nie jestem aktywna.
Zaczął
się odsuwać, mrucząc - To błąd.
Chwyciłam
się wszystkiego, co miałam do dyspozycji i mocno trzymałam.
- Tak
właśnie miało być – poinformowałam go o czymś, co wiedziałam, że musiał
wiedzieć – Nie jestem głupia.
– Nie
powiedziałem, że jesteś.
- Daj
mi dokończyć.
Zamknął
usta.
Znów
się uśmiechnęłam - Nie kupuje się kanapy dla mamy dziecka.
-
Jasne, że tak - mruknął.
- Nie,
nie usłyszałeś mnie poprawnie. Ty nie kupujesz kanapy dla mamy dziecka.
Kolejny
błysk w oku, ale po tym, jak to się stało, powiedział - Będziesz tego żałowała.
–
Zapewniam cię, że… nie… będę.
Zawahał
się chwilę.
Ale był
Dariusem.
A ja
byłam sobą.
Nie
odszedł.
Pocałował
mnie.
Zsunęłam
jego bokserki.
Darius
przejął kontrolę.
Nad
wszystkim.
Następnie
udowodnił, jak bujna jest jego wyobraźnia.
I miałam
rację.
Nie
żałowałam żadnej cholernej rzeczy.
*****
Leżałam
z głową na jego klatce piersiowej.
Darius
leżał na plecach. Obejmował mnie ramieniem, a jego palce rysowały przypadkowe
wzory na moich plecach.
Milczeliśmy
po „tym”.
Ale
teraz, kiedy jego palce się zatrzymały, a mięśnie napięły, wiedziałam, co zamierzał
zrobić.
- Jeśli
mnie zostawisz, będą problemy – ostrzegłam przepyszne wybrzuszenie jego klatki
piersiowej.
- Malia…
Podniosłam
głowę i spojrzałam na niego - Nie odchodź.
- Kurwa
– mruknął, położył dłoń na mojej twarzy, przesunął ją z powrotem, owinął ją
wokół mojej głowy i przyciągnął moje czoło do swojego, po czym warknął - Kurwa.
Miałam
ochotę wyskoczyć z łóżka i odtańczyć taniec zwycięstwa.
Bo to
oznaczało, że nie tylko nie chciał odejść, ale też nie odchodził.
Byliśmy
tacy… totalnie… jacy mieliśmy być.
A poważnie,
kiedyś doprowadzał mnie do orgazmu, ale zwykle ustami lub palcami.
Ale
synchronizacja, w którą właśnie weszliśmy, sprawiła, że powolne spalanie, które
przeżyliśmy, było tego warte.
I tak,
wiedziałam, co mówię.
Sześć
lat czekania.
Całkowicie…
Warto było!
Rozluźnił
rękę, żebym mogła cofnąć się o cal, ale tylko o cal. Wywierał wystarczającą
presję, więc nie mogłam odsunąć się zbyt daleko.
– Nie
chcę, żeby mnie widział.
Pod
koniec moje zwycięskie okrążenie zgasił plusk zimnej wody.
- Dlaczego?
- Wyszeptałam, nie mogąc ukryć bólu, jaki ciążył na tym słowie.
Przekręcił
nas tak, że leżałam na plecach, on był przyciśnięty do mojego boku, ale nasze
twarze wciąż były blisko siebie.
- To
nie jest bezpieczne – powiedział.
Otworzyłam
usta, ale jego palec spoczął na moich ustach.
– Cicho
– szepnął - Wysłuchaj mnie. Proszę.
Zamknęłam
usta.
- To…
nie mogę… - Wziął głęboki oddech - Nie potrafię wyjaśnić, jak trudno jest być
tak blisko niego i nie...
Ujęłam
jego twarz w dłonie i wyszeptałam - Słonko.
- To
gówno, które zrobiłem ze swojego życia…
- Możemy…
- Mała,
pozwól mi to z siebie wyrzucić.
Znów
się zamknęłam.
- Gdyby
ktoś o nim wiedział. O tobie. Mogliby mnie skrzywdzić. Przez ciebie. I nie
obchodzi mnie krzywdzenie mnie, chyba że skrzywdziłoby to ciebie.
- W
czymkolwiek tkwisz, wyciągniemy cię z tego – powiedziałam.
To
znaczy, był tym „złym kolesiem”, ale mogłeś po prostu przestać być złym
kolesiem. Inni ludzie odmienili swoje życie. Nie wyobrażałam sobie, że będzie
to łatwe, ale nie było tak, że nie miałby wsparcia. Miałby mnie. Moją rodzinę.
Jego rodzinę. Eddiego i Lee.
- Teraz
tkwię w… - zaczął.
- Okej,
więc…
– I nie
mogę się wydostać, kiedy ona wciąż tam tkwi.
Ona?
Kim ona
była?
– Ona?
–
Ciocia Shirleen.
– Panna
Shirleen? – zapytałam zszokowana.
Nie
mogę powiedzieć, że znałam jego ciotkę tak dobrze jak jego mamę, ale ona była w
pobliżu. Była zabawna. Ściskała mnie mocno. Chociaż wydawała się… odsunięta. Jakby była odizolowana, nawet
gdy była z ludźmi, którzy ją kochali.
I nigdy
do końca nie rozumiałam, biorąc pod uwagę, jak kochająca i słodka była jego
rodzina, dlaczego zawsze wydawała się taka smutna.
- To
on. On mnie w to wciągnął. On ją w to wciągnął. A on nie jest… miły dla niej.
Moje
mięśnie się napięły - On nie jest miły? Kto to?
- Leon.
– Twój
wujek Leon?
Leon
był mężem Shirleen. Spotkałam go raz.
Wciąż
pokazywał szerokie uśmiechy i wielkie gesty. Wywoływał u mnie ciarki.
Darius
skinął głową - Dzięki temu, że jestem w pobliżu, zdarza się to rzadziej. Ale to
się nadal zdarza. Jeśli wyjdę, będzie tak jak dawniej. Przez cały czas.
– W
takim razie oboje wyjdźcie.
- Ona
nie może.
- Dlaczego
nie?
– Kurwa
– szepnął - Uwielbiam to, że możesz zadać to pytanie i jest to prawdziwe
pytanie, bo nie wiesz, jak głęboko jest to gówno, jak cię wciąga, dopóki nie
poczujesz się wyczerpany i nie możesz już oddychać.
Serce
biło mi tak mocno, że musiał to poczuć – Darius, przerażasz mnie.
- Dobrze,
załapiesz to, kiedy powiem: daję ci dzisiejszy wieczór. Dzisiaj wieczorem
udajemy. A potem, tak jak to zawsze robiłem, zrobię, co w mojej mocy, żeby się wami
zaopiekować. To nie może się jednak powtórzyć. Leon o tobie nie wie i nie może
wiedzieć. Nikt nie może wiedzieć. Im więcej ludzi o tym wie, tym bardziej jest
to niebezpieczne, ponieważ on jest typem faceta, który rozgryza w punkt, na czym
tobie zależy, żeby cię tym przycisnąć. Zrobił to ze mną, żeby utrzymać Shirleen
w ryzach. Zrobi to tobie i Liamowi bez mrugnięcia okiem.
Po raz
pierwszy wypowiedział na głos imię naszego syna.
- Jeśli
Liam cię spotka, to nie tak, że będzie mógł powiedzieć temu facetowi –
zauważyłam.
- Mała…
– powiedział cicho – nie rozumiesz? Pomyśl o tym. Nie masz go, ale, chociaż
wiesz, że istnieje, nie możesz być prawdziwą częścią jego życia. Jeśli spojrzę jeden
raz, wiem, że przepadnę. Nie będę mógł odejść. Ale to, co robię, w co się
wpakowałem, nie wydostajesz się z tego. Nie wyjdziesz bez płacenia w ten czy
inny sposób. A opłata za to jest wysoka. Nie pozwolę Shirleen zapłacić. Tobie
płacić. Naszemu chłopcu płacić. A ja nie mogę tego zrobić, więc nie mogę dać
wam obojgu tego, co potrzebujecie. Nie mam wyboru. Muszę zostać.
– Na
zawsze?
- Nie
wiem. A dziś w nocy będziemy udawać. Nie rozmawiamy o tym teraz.
- Darius…
Tym
razem położył całą rękę na moich ustach i powiedział - Wykoleiłaś swoje życie,
aby dać naszego syna temu światu. To jest poświęcenie, którego dokonałaś.
Spieprzyłem. To jest poświęcenie, którego ja muszę dokonać. I musisz mi zaufać,
Malia. Czuję, że wiesz, że gdybym mógł, nie byłbym nigdzie indziej, tylko
tutaj. Ale nie mogę. Musisz zaufać, że istnieją ku temu powody. Bo to mnie dobija, a jeśli położysz presję, mała,
ulegnę. I wiem, co to może oznaczać, skoro ledwo mogę przeżyć, będąc z dala od
was dwojga, więc nie każ mi z tym żyć.
Objęłam
palcami jego dłoń, odsunęłam ją i powiedziałam – Okej.
Jego ulga
była tak wielka, że natychmiast schował twarz w mojej szyi i wypuścił ciężko
powietrze.
Odwróciłam
się do niego i wzięłam go w ramiona.
Bo mogłabym
się zgodzić.
A on
mógłby myśleć, że udajemy.
Ale ja znałam
prawdę, bo moja mama powiedziała mi tę prawdę sześć lat temu.
Musiałam
po prostu dorosnąć i nauczyć się, jak to robić.
Nie presja.
Cierpliwość.
Inaczej
mówiąc, wynik był taki…
Musiałam
zaopiekować się moim mężczyzną.
*****
Obudziłam
się, gdy łóżko przy moim boku obniżyło się.
Otworzyłam
oczy i zobaczyłam Dariusa, całkowicie ubranego, siedzącego obok mnie.
Był
wczesny świt.
– Wychodzisz
– wymamrotałam, nie zadając sobie trudu ukrywania, że nie jestem z tego powodu
zadowolona.
Przejechał
kłykciami po moim policzku – Tak, ale nie wyjdę, zanim porozmawiamy o czymś, o
czym powinniśmy byli porozmawiać wczoraj wieczorem.
Wczorajsza
rozmowa nie należała do przyjemnych.
Na
szczęście, kiedy już pogodziłam się z tym, co musiałam zrobić, odwróciłam jego
uwagę, całując go, co doprowadziło do nowej rundy orgazmów dla nas obojga.
Ale
wtedy znacznie mniej się spieszyliśmy, więc trwało to dłużej i złamaliśmy
pieczęć, więc ostatecznie nasze kulminacje były mniej intensywne, ale to nie
znaczyło, że nie sięgały głębi duszy.
A
przynajmniej moje sięgały. Ale sposób, w jaki Darius na mnie patrzył, kiedy
doszedł do siebie, dawał tylko przypuszczenia, ale myślałam, że on czuł to
samo.
Uniosłam
się na przedramieniu, drugą ręką przytrzymując kołdrę na piersiach.
- Czy
muszę umyć zęby i wypić kawę przed tą rozmową? - Zapytałam.
- Nie, bo
powiem ci, żebyś już więcej nie robiła głupich rzeczy z siostrą, a ty pokiwasz
głową i powiesz: „Tak, Darius. To była jednorazowa sprawa, kochanie. Nie musisz
się już martwić, że zrobię głupie rzeczy z Leną lub Toni.”
O rany.
Widziałam,
że stało przede mną wyzwanie, bo nie minęło nawet dwanaście godzin, a moja
cierpliwość do mojego mężczyzny słabła.
- Myślę,
że się pomyliłeś. Potrzebuję kawy. Albo przynajmniej mieć pusty kubek w dłoni,
którym mogłabym w ciebie rzucić.
Uśmiechnął
się szeroko i biało, aż zabrakło mi tchu.
Boże,
zapomniałam, jaki był zabójczo piękny, kiedy się uśmiechał.
Następnie
pochylił się i dotknął moich ust swoimi.
Kiedy
się odsunął, już się nie uśmiechał.
- Michael
to zawodnik niskiego poziomu. Jest też ambitny. Zadbam o niego. Możesz jej
pokazać zdjęcia, ale nie rób już nic głupiego. Gdyby Lena zajrzała do jego
okien, mogłaby zobaczyć, jak wciągał kokę. A to by mu się nie spodobało. Łapiesz
mnie?
– Tak –
westchnęłam.
– Tak –
zgodził się – Więc mnie rozumiesz?
Skinęłam
głową.
- Potrzebujesz
czegoś? – zapytał.
Myślałam
o trzecim orgazmie, ale zapytałam - Jak czego?
- Ubrania,
buty dla ciebie? To samo lub zabawki dla chłopca? Czesne za twój ostatni rok
studiów?
Nadeszła
moja kolej na uśmiech - Myślę, że jesteśmy zabezpieczeni.
– Mm… –
mruknął, a ja miałam wrażenie, że wiem, co to znaczy.
– Wszystko
mamy, Darius.
- Świetnie,
mała. Muszę iść, zanim wstanie.
Naprawdę,
naprawdę, naprawdę chciałam go zachęcić, żeby wsunął głowę i przynajmniej przez
chwilę patrzył, jak Liam śpi. Był uroczy, kiedy spał. Chociaż trzeba było przyznać,
że był całkiem uroczy, kiedy nie spał.
Ale
rozumiałam. Gdybym tylko raz spojrzała na naszego chłopca, też nie byłabym w
stanie trzymać się z daleka.
Cierpliwość.
- Okej.
–
Później – powiedział.
O tak,
będzie jakieś później.
Uśmiechnęłam
się.
Kocham cię,
pomyślałam, ale nie powiedziałam tego.
I tak
to wiedział. Wiedziałam o tym, kiedy się zbliżył i ponownie dotknął ustami moich
ust.
Ale on
był ode mnie dużo silniejszy.
Zostawił
to tak.
A potem
mnie zostawił.
*****
Swoją
drogą, miałam rację w swoich wcześniejszych przemyśleniach.
W mojej
kopercie na pierwszy dzień miesiąca nie było pięciu tysięcy.
Było
ich siedem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz